Chyba rzeczywiście jestem lirykiem (rozmowa z Marcinem Przybyłkiem)
Jakub Winiarski: Skąd pomysł na gierczanego detektywa? Jak stwarza się takiego bohatera?
Marcin Przybyłek: Peter Gabriel w piosence „Fourteen black paintings” śpiewa: „from the pain come the dream, from the dream come the vision…”. Na razie nie będę cytował dalszych słów tego utworu, może przydadzą się jeszcze gdzieś w rozmowie. Fragment ten interpretuję tak, że z bólu i tęsknoty rodzi się marzenie, a ono z czasem krystalizuje w wizję. Przez wiele lat byłem miłośnikiem gier komputerowych (nadal grywam, ale już nie z taką intensywnością). Współpracując ze „Światem Gier Komputerowych” starałem się, w anegdotach Grao Story, pokazać, że gry są czymś więcej niż tylko płytką rozrywką. W ŚGK panował ruch intelektualny, którego celem była dyskusja o grach jako cząstce kultury, która to cząstka nie tylko jest ważna, ale za jakiś czas stanie się bodaj najważniejszą. Grao Story wpisywało się w tę dyskusję: Grao-tsy Łinkomande rozmawiał z Kompucjuszem Diuknukiem o grach na sposób psychologiczny, filozoficzny, humorystyczny. Towarzyszyło im dwóch akolitów: Dżoj-sti Bald i Mish-kha Conq, którzy zadawali czasami niewygodne, a czasami inspirujące pytania. Napisałem tych małych form około pięciuset. Szkoda, że pismo padło, bo w przeciwieństwie do tego, co zostało, starało się kreować myśl: nie bało się pobudzających do refleksji felietonów, przekrojowych artykułów. Gdy jeszcze istniało, stwierdziłem, że potrzebuję czegoś więcej, nie tylko Grao Story. Potrzebuję bohatera („I need a hero”), który będzie pogłębiał tematykę gier, a jednocześnie ją przekraczał. Uśmiecham się czytając „I need a hero”, bo uświadomiłem sobie, że słowa piosenki Bonnie Tyler mogą dotyczyć nie tylko bohatera zewnętrznego, ale też wewnętrznego. Czytaj dalej »









