Autor admin
Jakub Winiarski: Tomku, jak długo trwa twoja przygoda z fantastyką? Jak to się dla ciebie zaczęło?
Tomasz Bochiński: Zaczęło sie dawno, tak dawno, że na świecie z pewnością wciąż harcowały mamuty. A serio było to jeszcze przed lądowaniem ludzi na Księżycu. Miałem lat dziewięć a Ojciec, który był uwielbiał fantastykę, na moje nagabywania o ilustracje w jednym opasłym tomisku wreszcie polecił mi, bym sam sprawdził, jak to się dzieje, że „ta pani lata w kosmosie bez rakiety”. Sprawdziłem. Dotąd czytałem wyłącznie książeczki z serii: „Poczytaj mi Mamo”, teraz pochłonąłem prawie półtora tysiąca stron trylogii Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki. I od tamtej pory zostałem skazany na fantastykę. Dalsza część przygody nastąpiła rok później gdy po lekturze opowiadań Lema „Albatros” i „Terminus’ postanowiłem też napisać opowieść przedstawiającą mroczne przygody astronautów. A potem już poszło z górki. Drobne dziesięć tysięcy stron zapisane i trzecia nagroda PSMF w konkursie literackim, w którym brało udział dwustu autorów. I wreszcie debiut w TS „Politechnik” w roku 1985 dzięki Maćkowi Parowskiemu. To już ćwierć wieku.
J.W.: Czy jakieś wydarzenie w ciągu tego ćwierćwiecza było przełomowe, najistotniejsze z perspektywy czasu? Czytaj dalej »
Autor admin
Jakub Winiarski: Bohater Twojej liryki, o ile można mówić o jednej takiej postaci, to ktoś, z kim chyba często jesteś mylony. Może Ci się to wydawać niesprawiedliwe, lecz czy nie uważasz, że solidnie sobie na takie traktowanie zapracowałeś, kreując tak osobistego bohatera lirycznego i tak mnożąc tropy wyglądające na „pamiętnikowe”? A może ten Twój bohater nie jest taki osobisty, jak się wydaje? Jak to jest, Piotrze, z Tobą i tą figurą, która cię czasem, tak mi się zdaje, przesłania, a może nawet przytłacza?
P.M.: Pewnie masz rację, zapracowałem sobie na takie traktowanie. Czytaj dalej »
Autor admin

Dziennik jako gatunek literacki zmusza czytającego do ekwilibrystyki. W powieści czy opowiadaniu bohater musi być fascynujący, nie powinien użalać się nad sobą, punkty zwrotne powinny być przygotowywane starannie i dyskretnie sygnalizowane, dialogi, fabuła etc. – wszystko być musi skomponowane. Błyskotliwie zrozumiał to Gombrowicz, przez co wzniósł dziennik na wyżyny literatury, z siebie samego czyniąc postać literacką jak Hamlet, Don Kichot czy Szwejk. Iwaszkiewicz to stara szkoła. Czytaj dalej »
Autor admin
1.
Jeżeli istnieje poetycki mainstream, Jacek Dehnel jest dziś bez wątpienia, obok Tomasza Różyckiego i święcącego większe tryumfy za granicą niż w kraju Adama Zagajewskiego, jednym z tego mainstreamu głównych reprezentantów. I wydawałoby się, że to proste: napisać elegancki, klasycznie skrojony wiersz czy cykl wierszy, nawiązując do najlepszych tradycji liryki polskiej (i nie tylko). W istocie jednak, zważywszy jak niewiele osób robi to na odpowiednio wysokim poziomie, proste to wcale nie jest. Tymczasem Dehnel w swojej kolejnej książce pokazuje, że on, owszem, potrafi. Jemu wychodzi twardy, chciałoby się powiedzieć, klasycyzm i niestraszne mu nawet najtrudniejsze i najbardziej ograne formy. A co ze współczesnością, o której nierozumienie bywa Dehnel podejrzewany? Czytaj dalej »
Autor admin
Już nigdy więcej taka niewinność,
Nigdy jak dotąd i nigdy więcej,
Odkąd bez słowa się obróciła
W przeszłość – mężczyźni, zostawiający
Ogrody, w których panuje czystość,
Ład i porządek, tysiące małżeństw
Trwających jedną sekundę dłużej:
Już nigdy więcej taka niewinność.
P. Larkin, „MCMXIV” (przeł. J. Dehnel)
1.
Nie bardzo chciał być tym, kim stał się, rozpoznając z czasem, co było, jak sam pisał w wierszu „Żyć w dalszym ciągu” (przeł. St. Barańczak), „piętnem, / Które kładło się ślepo na wszystkim”. Czytaj dalej »
Autor admin
Język „Fal” jest tak odległy od mamrotania zasznurowanych ust, że można go odebrać jako zniewagę. To dwieście stron zniewag pod adresem miernoty.
Jeanette Winterson, O sztuce. Eseje o ekstazie i zuchwalstwie Czytaj dalej »
Autor admin
1.
Wspomniany w „Innej nowoczesności” Agaty Bielik-Robson myśliciel francuski Michel de Certeau, autor „Filozofii życia codziennego”, twierdzi, że każdy człowiek nowoczesny, współczesny, nazywany przez niego „istotą taktyczną”, w życiu swoim zachowuje się tak, jakby „działał na terytorium wroga”. Czytaj dalej »
Autor admin
1.
Najpierw jest tutaj motto z prozy Laury Riding. Dłuższy cytat zaczynający się od zdania, które i późny Czesław Miłosz mógłby w przystępie rozpaczy napisać: „Koniec świata polegał na tym, że nie było nieba.” Czytaj dalej »
Autor admin
Cierpiał i myślał, że cierpi za mało.
Szedł korytarzem w nieruchomym tłumie.
Wielu z nich jego pamięci żądało.
Czuł wstyd, że żyje i więcej rozumie.
Czesław Miłosz, „Żywotnik”
W „Eseju o krytyce” Virginia Woolf napisała, iż krytyk bywa raczej bardziej omylny niż reszta czytelników, ponieważ musi wydać swoją opinie o książce, która ukazała się może dwa dni temu Czytaj dalej »
Autor admin
Nie wiem, czy pamiętasz naszą rozmowę o debiutowaniu jako akcie w gruncie rzeczy dandysowskim, nieważnym, wręcz samobójczym. Mówiłeś, że nikt na poetycki debiut nie czeka, nikt nie traktuje debiutanta poważnie, nie próbuje go powitać, ośmielić i z uśmiechem wprowadzić do królestwa literatury.
Karol Maliszewski, Po debiucie
1.
Mottem do książki Karola Maliszewskiego są słowa z „Twarzy Tuwima” Piotra Matywieckiego: „Tak uchwycony obraz młodości [...] zatrzymany jest w przejmującym niedokonaniu: jeszcze nie było wiadomo, że będą wielkimi poetami. A może wyrosną z nich nieudacznicy, jakich wielu w studenckim artystycznym światku?” Ważne to słowa i nie dlatego ważne, że jako motto użyte, ale dlatego, że jest to w „Po debiucie” jeden z naprawdę niewielu momentów, kiedy Karol Maliszewski wyraża pewną obawę, iż nie wszyscy debiutujący autorzy mogliby okazać się „wielkimi poetami” i gdy przynajmniej pośrednio przyznaje, że niektórzy z debiutujących pań i panów okażą się jednak literackimi nieudacznikami. Czytaj dalej »