Europa już śpi pod szorstkim pledem granic
i dawnych nienawiści; Francja przytulona
do Niemiec, Bośnia w objęciach Serbii,
Sycylia samotna na błękitnym morzu. (…)
Poezja wzywa do wyższego życia,
ale to, co niskie, jest równie wymowne,
głośniejsze niż język indoeuropejski,
silniejsze niż moje książki i płyty.
Adam Zagajewski, Houston, szósta po południu (fragment)
1.
W zawsze wartej lektury „Sztuce poetyckiej” Horacy, którego dobrego ducha przywołać chciałbym na samym początku tego eseju, tak pouczał adeptów liryki:
Ogólnoludzka własność przejdzie w osobistą,
gdy się wyzwolisz z kręgu formuł i frazesów
i nie będziesz tłumaczył wiernie słowa słowem
lub jako naśladowca nie zamkniesz się w ciasnych
szrankach przez skromność albo wzgląd na oryginał.
(Przeł. Stefan Gołębiowski)
Pytanie nasuwa się w tym miejscu dość oczywiste: czy współcześni poeci są tego, o czym mówi Horacy, świadomi? Ci wszyscy dzisiejsi, było nie było, spadkobiercy Homera, Horacego, Lukrecjusza, Wergiliusza, Owidiusza, Safony, Katullusa, Propercjusza, Dantego, Goethego, Heinego, Hölderlina, Keatsa, Donne’a, Baudelairea, Rimbauda, Mallarmégo, Kawafisa, Seferisa, Ritsosa, Rilkego, Pessoa, Yeatsa, Eliota, Apollinaire’a, Ekelöfa, Audena, Celana, Montalego, Ungarettiego, Ponge’a, Larkina, Mandelsztama, Achmatowej, Brodskiego, czy też – by zakończyć tę listę, która, choć wydaje się długa, z przyczyn oczywistych winna być jeszcze dłuższa, nazwiskiem twórcy wyjątkowo wyczulonego na to, czym poezja najdokładniej korzystająca ze swoich praw i mocy mogłaby być – Miłosza. Inaczej mówiąc: czy w twórczości dzisiejszych Szwedów, Włochów, Portugalczyków, Greków, Irlandczyków, Austriaków, Łotyszy, Estończyków, Anglików, Rumunów, Niemców, Polaków i wszystkich innych piszących Europejczyków to, co uniwersalnie „ogólnoludzkie” przechodzi, jak życzył sobie tego Horacy, w „osobiste” (i odwrotnie) tak wyraziście, jak w dziełach Dawnych Mistrzów? A także, czy wyzwolili się europejscy poeci współcześni „z kręgu formuł i frazesów”, w których na pewno, jak niemal każdemu człowiekowi dzisiejszemu, przyszło im tkwić czasem zabawnie, a czasem pewnie też – przerażająco? Wreszcie: czy jako świadomi „naśladowcy” licznych poprzedników, na swój sposób i dla udoskonalenia własnego ducha poszukujący poetyckiego Graala – to znaczy tego jednego jedynego ustawienia słów po sobie tak, aby było nie do przestawienia i aby objawił się w nim twórczy geniusz – nie zamknęli się „w ciasnych szrankach przez skromność albo wzgląd na oryginał”? Słowa słowem nie tłumaczyli? Czytaj dalej »