J.M.G. Le Clézio mix

Autor admin


1.
O nobliście z roku 2008 można powiedzieć wiele, ale na pewno nie, że jest on ze swoją twórczością jakoś specjalnie znany w Polsce. Dlatego nie dziwi, że po werdykcie szwedzkiej akademii w pierwszym odruchu zarżnięto na łamach naszej prasy fragment „Dziennika” Witolda Gombrowicza, w którym ten, odwiedzony na krótko przed śmiercią przed początkującego wówczas, ale już charyzmatycznego i okrzyczanego pisarza, zanotował: „Le Clézio? Niech będzie Le Clézio, choć nie mam pojęcia co by tu o nim… (…) Jego powieści dysza mrokiem nieprzeniknionym najskrajniejszej rozpaczy, gdy on sam, młody bóg w majteczkach kąpielowych, zanurza się w lazury słone morza Śródziemnego.” Czytaj dalej »

Posługuję się fantastyką jak kowal młotkiem (rozmowa z Jarosławem Grzędowiczem)

Autor admin

Jakub Winiarski: Skąd pomysł na Drakkainena? Jak tworzy się takiego bohatera?

Jarosław Grzędowicz: Każdego bohatera tworzy się mniej więcej tak samo – pod historię. Są takie opowieści które przychodzą razem z bohaterem i są takie, w których bohatera się obsadza – jak aktora w filmie. Ale to nie jest proces oderwany. Przynajmniej rzadko. Można sobie wyobrazić sytuację kiedy autorowi nagle wymyśla się postać – w jakiś sposób charakterystyczna, intrygująca, no fajna po prostu, ale nie towarzyszy jej konkretna historia. Z drugiej strony, jeśli postać jest rzeczywiście charakterystyczna, to prędzej czy później krystalizuje wokół siebie fabułę. Nie ma sensu tego wydzielać jako odrębnego procesu, to po prostu część tworzenia opowieści. Pracy nad pomysłem. W wypadku Vuko Drakkainena, możemy pomówić o szczegółach – chodziło o bohatera który będzie osadzony w świecie przyszłości, a nie będzie się nazywał na przykład Gryx i pochodził z jakiejś umownej „Metropolii”. To kosmopolita – na miarę świata za jakieś sto lat. Lubię kiedy wizje przyszłości zawierają element ciągłości historycznej. Czytaj dalej »

Gombrowicz rozszyfrowany (Olaf Kühl, „Gęba Erosa. Tajemnice stylu Witolda Gombrowicza”)

Autor admin


W znanym fragmencie „Dziennika” domagał się Witold Gombrowicz, by utwory jego omawiane były „ze wzruszeniem, polotem i pasją” i przestrzegał, że tych badaczy i krytyków, którzy nakazowi temu nie sprostają, on, autor „Ferdydurki”, ukarze okrutnie: umrze im w ustach i będą mieć je pełne jego „trupa”. Czytaj dalej »

Trzeba ją tylko dostrzec (Piotr Macierzyński, „Zbiór zadań z chemii i metafizyki”)

Autor admin


1.
O sobie bohater tej książki mówi wiele razy, na początek można wziąć definicję taką: „jestem wariatem / w granicach rozsądku”. To z wiersza „*** [ma rację Gombrowicz…]”. Ten „wariat w granicach rozsądku” brzmi, niby lekko tylko zawoalowana definicja błazna. Ale w „Zbiorze zadań z chemii i metafizyki” to pojemniejsza figura. Czytaj dalej »

„Wiedzie mnie – nieznany.” (Jarosław Iwaszkiewicz, „Dzienniki 1956 -1963”)

Autor admin


Dziennik jako gatunek literacki zmusza czytającego do ekwilibrystyki. W powieści czy opowiadaniu bohater musi być fascynujący, nie powinien użalać się nad sobą, punkty zwrotne powinny być przygotowywane starannie i dyskretnie sygnalizowane, dialogi, fabuła etc. – wszystko być musi skomponowane. Błyskotliwie zrozumiał to Gombrowicz, przez co wzniósł dziennik na wyżyny literatury, z siebie samego czyniąc postać literacką jak Hamlet, Don Kichot czy Szwejk. Iwaszkiewicz to stara szkoła. Czytaj dalej »

Pisanie, seks i polityka (Reinaldo Arenas, „Zanim zapadnie noc. Autobiografia”)

Autor admin


Kubański pisarz, dysydent i homoseksualista, Reinaldo Arenas, kiedy dowiedział się, że umiera na AIDS, postanowił nagrywać swoje wspomnienia na taśmy, oddawać je przyjacielowi do przepisania i w ten sposób opowiedzieć raz jeszcze o wszystkim, co zapamiętał i co wydało mu się choć trochę ważne. Czytaj dalej »

O poezji J.M. (Jacek Mączka, „już raz niosłeś tę opowieść” i „pomyśleć przedświt”)

Autor admin

1.
„Żyje w nas samotne – pisał Gombrowicz w „Dzienniku” – samopoczucie Adama. Nasza filozofia jest filozofią Adamów. Sztuka jest sztuką Adamów. Dwie rzeczy mnie zdumiewają, gdy się zastanawiam, jak człowiek się wyraził dotąd w sztuce: że ta wypowiedź nie rozpadła mu się na dwie fazy, będące fazami jego życia, wstępującą (młodość) i zstępującą; że nie została dość nasycona ilością. Powiecie: w iluż powieściach, filmach, poematach, symfoniach nawet i obrazach, pojawia się żywioł ludzki, masa. Epika! Tak, to się zdarza sztuce, nie jest też nieznane socjologii, psychologii, ale to opis, dokonany z zewnątrz – opisuje się stado ludzkie, jak każde inne stado. Mnie nie wystarcza, że Homer lub Zola będą opiewali, opisywali masę; ani że Marks ją zanalizuje; chciałbym, aby w samym ich głosie pojawiło się coś, co by mi pozwoliło wiedzieć, że jeden był jednym z tysięcy, a drugi jednym z milionów. Chciałbym ich widzieć przenikniętych ilością aż do rdzenia.” Czytaj dalej »

Z niejednego gardła krew piłem (rozmowa z Januszem Rudnickim)

Autor admin

Jakub Winiarski: Co to znaczy pisać „z lekko zjeżoną sierścią”?

Janusz Rudnicki: Pisać w stanie podwyższonej gotowości. Czyhać. Na coś, co się w trakcie pisania wydarzy. Jeśli tak, to skoczyć temu do gardła. Ja już z niejednego gardła krew piłem.

J.W.: A jeśli nie?

J.R.: Co, jeśli nie?

J.W.: Jeśli się nic nie wydarzy.

J.R.: To skoczyć do gardła sobie samemu. Też mi się zdarzało…

J.W.: Przyjemność porównywalna, jak przy skoku do cudzego gardła, czy zupełnie inna?

J.R.: Inna, jakżeby inaczej. Zapach śliny mamy czuć, na chusteczce, którą wycierała mi twarz. Smród z kominów w Azotach i Blachowni czuć. Stan wody w Zawichoście słychać, z głośnika na ścianie. Ohydny smak tranu czuć. Leci pierwsza krew z kolana, widać nieszczęsnego ojca w trumnie. I tak dalej.

J.W.: Inna pańska autodefinicja: „dyrektor jednoosobowego cyrku”. Chodzi o pokazywanie sztuczek z połykaniem ognia? Chodzenie po linie na dużej wysokości bez siatki zabezpieczającej? Czy może tresurę zwierząt, kryjących się między myślami?

J.R.: O sztuczki z połykaniem piętrzących się sytuacji. O chodzenie na linie zawieszonej nad terrorem dnia powszedniego. A te zwierzęta i myśli to niezłe.

J.W.: E, tam. Tak mi się powiedziało. Ale idźmy dalej po ostrzu cyrkowej metafory. Woli pan pracę na scenie, w świetle jupiterów, czy w zaciszu dyrektorskiego gabinetu? Czytaj dalej »

Schulz, Lovecraft i Eco (Victoria Nelson, „Sekretne życie lalek”)

Autor admin

Eseistyki poważnie zgłębiającej świat science fiction, horroru, fantasy, i analizującej dogłębnie to, co przez mainstreamową kulturę wysoką zepchnięte zostało w strefę niewidzialności czy wręcz niebytu – na półkach polskich księgarń – jak na lekarstwo. Kiedyś Lem taką pisywał, ale to było dawno. Czytaj dalej »

Variétés 2010 (odc. 3)

Autor admin

8 luty

W lutowym „Foto” dużo miejsca poświecono pracom Bielańskiej Grupy Fotograficznej i wystawie „W pościeli”. Dwie prace MiKo zamieszczone na stronach „Foto”, z trzech wystawianych w Złotych Tarasach, to sporo. Szkoda tylko, że redakcja pierwszorzędnego pisma tak nie zadbała o jakość prezentowanych prac. W przypadku MiKo to ważne, jej zdjęcia bywają celowo nieostre, zamazane, impresjonistyczne. Liczy się każdy piksel i odcień koloru. Taki ma styl, to ją w tej sztuce kręci. Niekiedy robi też jednak zdjęcia o innej fakturze. Najlepszym przykładem sesja z warsztatów aktu, prowadzonych przez Katarzynę Widmańską, na których MiKo dwóm diametralnie różnym modelkom zrobiła świetne, sugestywne fotki, z których jedną pozwoliła mi opublikować. Więcej można zobaczyć na blogu MiKo: www.fotoimpresje.wordpress.com – tam też, obok aktów mniej poetyckich, czyli takich, jak ten, który ja wybrałem, kilka plastycznych impresji, fotograficzna liryka ciała. Zmysłowa. Delikatna. Radosna. Cała MiKo w tych zdjęciach, chociaż ona stała po drugiej stronie obiektywu.

Wartość egotyzmu. Pisma egotyków zawierają ładunek „ciepłej, poufnej prawdy autora” (Gombrowicz). Mówią o bohaterze, którego „ja” jest wyraźne. Autorzy, którzy chcieliby pisać o sobie, a jednocześnie starają się być dyskretniejsi i nie narzucać się, występują przeciw artyzmowi. Wycofując się z tekstu, nie panosząc w nim, sami sobie psują spektakl promocji. To grzech. Błąd. Czytaj dalej »