Poezja wywraca życie na nice (rozmowa z Karolem Maliszewskim)

Autor admin

Jakub Winiarski: Pamiętasz, Karolu, jak zaczęło się Twoje życie z literaturą?

Karol Maliszewski: Zaczęło się od gadania, od opowieści braci, matki, ojca, sąsiadów. Od oglądania prostych historyjek na czarno-bialym ekranie telewizora. Od słuchania tego, co mi czytali. Potem dopiero od czytania leżących na strychu czasopism i przynoszonych z biblioteki książek. Zaczęło się od zmyślania, od konfabulacji, uciekania w wyobraźnię.

J.W.: Był to więc jakiś młodzieńczy eskapizm? Ucieczka do lepszego świata?

K.M.: Uciekało się, gdzie tylko można było. Nieraz na podwórko albo do sąsiadów, nieraz razem z matką, nieraz tylko z braćmi. Sceny typowe dla małomiasteczkowego getta neurotycznych alkoholików wypędzonych ze swojej ziemi i niepewnych tej, na którą ich rzucono. W literaturę też się uciekało, w magię brzmienia i znaczenia słów. Do kina się uciekało. Czytaj dalej »

Poznać tych, którymi się jest (Michał Paweł Markowski „Życie na miarę literatury”)

Autor admin

1.

„Życie na miarę literatury” nie powstałoby – przyznaje Michał Paweł Markowski w eseju „Przyjaźń, histeria, melancholia” – gdyby jakiś czas temu nie zaistniał tekst o tym właśnie tytule. Okolicznościowy artykuł, który w formie zalążkowej posłużył za zarys filozofii, jaką przyjął Międzynarodowy Festiwal Literatury im. Josepha Conrada, organizowany przez „Tygodnik Powszechny” i Kraków. Kiedy artykuł był już gotowy – streszcza historię Markowski – „postanowiłem jakoś wyklarować moje poglądy na literaturę (…) i przedstawić je w postaci książki-manifestu”. „Życie na miarę literatury” to właśnie owa książka-manifest. Książka wyznanie wiary – bodaj najdobitniejsze ze wszystkich dotychczas przez Markowskiego napisanych. Czytaj dalej »

Co zgrzyta w języku miłości? (Jerzy Jarniewicz, „Makijaż”)

Autor admin

1.

Motto z Flauberta, znany akapit o „słowie ludzkim”, będącym „jak pęknięty kocioł, na którym wygrywamy melodie godne tańczącego niedźwiedzia, gdy tymczasem chcielibyśmy wzruszyć gwiazdy”, wraz z sugestią – też Flaubertowską – że „bogactwo ducha” wyrażać się czasem może „przez puste zgoła metafory” – już na wstępie ustawia Jerzy Jarniewicz potencjalną lekturę swojej najnowszej książki tak, by czytelnik wiedział: to, co zostało zapisane, jest może tylko cieniem tego, co zostało przeżyte i doświadczone. Jest cieniem, ponieważ blasku i pełni zapisać nie sposób. One wymykają się nawet najgrubszym, najdokładniejszym słownikom i gramatyce. Tak pomyślałem. Czytaj dalej »

Pierwiastek niewyjaśnienia. Kilka myśli przy „Świecie nie scalonym” (Kacper Bartczak, „Świat nie scalony”)

Autor admin

1.

„Świat nie scalony”, debiutancki zbiór esejów Kacpra Bartczaka, jak zauważa sam autor, nie jest do końca o poezji, ani o filozofii, ani o teorii. Sytuuje się ten zbiór nowoczesnością i ponowoczesnością naznaczonych rozmyślań na pograniczu – tak to jest powiedziane we „Wstępie” – tych pisarskich pól i jest w głównej mierze eksperymentalną próbą zarysowania pewnej postawy krytycznej, zespołu kryteriów teoretyczno-estetycznych. Czytaj dalej »

Transfer wieczności w mainstream (Jacek Dehnel, „Ekran kontrolny”)

Autor admin

1.

Jeżeli istnieje poetycki mainstream, Jacek Dehnel jest dziś bez wątpienia, obok Tomasza Różyckiego i święcącego większe tryumfy za granicą niż w kraju Adama Zagajewskiego, jednym z tego mainstreamu głównych reprezentantów. I wydawałoby się, że to proste: napisać elegancki, klasycznie skrojony wiersz czy cykl wierszy, nawiązując do najlepszych tradycji liryki polskiej (i nie tylko). W istocie jednak, zważywszy jak niewiele osób robi to na odpowiednio wysokim poziomie, proste to wcale nie jest. Tymczasem Dehnel w swojej kolejnej książce pokazuje, że on, owszem, potrafi. Jemu wychodzi twardy, chciałoby się powiedzieć, klasycyzm i niestraszne mu nawet najtrudniejsze i najbardziej ograne formy. A co ze współczesnością, o której nierozumienie bywa Dehnel podejrzewany? Czytaj dalej »

Świat prawdziwy, inny (Roman Honet, „moja”)

Autor admin

1.

Czemu Chrystus (vel „jezu”), którego postać przewijała się w latach wcześniejszych w liryce Honeta dość często, stał się w „mojej” jedynie skromnym i jakby z lekka wyautowanym „widzem”? Czemu sakramentalne „amen”, jakim Honet zakończył swego czasu kilka swoich mocnych, szyderczych, a bywało, że i bluźnierczych w wymowie wierszy, zastąpione zostało innymi słowami – łagodniejszymi, mniej drapieżnymi? Nie wiem. Czemu – to znowuż ruch chyba w drugą stronę, od neutralności ku wyostrzeniu obrazu – „wydmuszka” z wiersza „berlin” stała się nagle „ikoną”? Nie wiem tym bardziej. Czytaj dalej »

Słodka i bolesna (Marta Podgórnik, „Pięć opakowań”)

Autor admin

wierzę że się wszystkiego doczekam
jak w piosenkach miłość musi być słodka i bolesna
jaki sąd w to uwierzy

Marta Podgórnik, stacja docelowa

1.

Wiersz tytułowy tej książki, w której zawarto cztery dotychczas wydane zbiory poezji Marty Podgórnik plus wiersze nowe, „pięć opakowań”, to utwór z tomu „Długi maj”, trzeciego w dorobku poetki. Czytaj dalej »

Od idei porządku Stevensa do slamu i współczesnego frajerstwa (Jerzy Jarniewicz, „Od pieśni do skowytu”)

Autor admin

1.

„Od pieśni do skowytu. Szkice o poetach amerykańskich” to czternaście artykułów eseistycznych i krytyczno-literackich Jerzego Jarniewicza, publikowanych wcześniej głównie na ostatnich stronach „Literatury na świecie”, choć kilka trafiło do tego zbioru z ksiąg okolicznościowych, łamów „Tygodnika Powszechnego”, albo „Gazety Wyborczej”. Czytaj dalej »

Poezja umysłu i jej chef d’orchestre (Wallace Stevens, „Żółte popołudnie”)

Autor admin

W domu była cisza, bo tak musiało być.

Ta cisza była częścią znaczenia i umysłu:
Dostępem do doskonałości na stronie.

A świat był spokojny.
Wallace Stevens, W domu była cisza, a świat był spokojny

1.

Pod koniec „Tłumaczyć Stevensa” pisze Jacek Gutorow zdanie nieco oskarżycielskie w tonie: „Przez wiele lat Stevens był w Polsce poeta zupełnie lekceważonym.” Nie wiem, czy to właściwe ujęcie, trudno wszak mówić o lekceważeniu kogoś, kogo przekładów po prostu nie było. Książeczka „Wiersze”, czyli wydany w 1969 roku PIW-owski tomik przekładów Jarosława Marka Rymkiewicza był propozycją nader skromną i chyba nazbyt pozbawioną kontekstu, by mogła ta poezja zaistnieć w szerszym odbiorze, a gwóźdź do trumny wbił sam Czesław Miłosz, który co prawda wpierw, na zamówienie Pawła Mayewskiego dokonał kilku przekładów z amerykańskiego poety do nowojorskiej antologii „Czas niepokoju” (1958), a następnie umieścił też dwa tłumaczenia Stevensa w swoich iście konfucjańskich z ducha „Wypisach z ksiąg użytecznych”, jednakże tę drugą prezentację opatrzył takim oto nieprzychylnym dla autora „Studium dwóch gruszek” komentarzem Czytaj dalej »

Militatie species amor est (Owidiusz, „Sztuka kochania”)

Autor admin

Miłość to rodzaj wojny! Nie dla niedołęgi;
i tchórz także nie może dźwigać jej sztandarów!
Bo tu chłód, nocna warta, długi marsz, ból, cięgi
i ciągły trud w szeregach finezji i czaru.

Owidiusz, Sztuka kochania (Księga II, w.233-235)
(Przeł. E. Skwara)

1.

Datowana mniej więcej na 2-1 r. p.n.e. „Sztuka kochania” Owidiusza przez lata postrzegana była, o czym w eseju pt. „Nauczyciel miłości” przypomina autorka nowego przekładu i opracowania, Ewa Skwara, jako dzieło pornograficzne, łaciński odpowiednik zbereźnej, indyjskiej „Kamasutry”. By poznać obowiązującą wykładnię treści książki, która dziś zszokować mogłaby chyba tylko zdeklarowanych mormonów i amiszów, wystarczą cytowane przez tłumaczkę zdania dawnych krytyków-filologów: Johna Williama Mackaila, Wighta Duffa i Gilberta Higheta. Dla nich, a zapewne też dla wielu ich czytelników, „Sztuka kochania” to „najbardziej niemoralny poemat, jaki kiedykolwiek napisano” i „vademecum sprośności”, którego „głównym tematem, niemal jedynym tematem jest heteroseksualna satysfakcja”. Niesamowite. Czytaj dalej »