Jakub Winiarski: Krytycy, przynajmniej niektórzy, podkreślają walor językowy twoich książek, twoją językową, niekiedy brawurową inwencję. Z drugiej strony, zaszufladkowano cię jako autora, cokolwiek to znaczy, „zaangażowanego”. Kusi mnie więc, żeby spytać, jak to z tobą jest, Mariusz, wolisz uprawiać sztukę czystą, czy łakniesz rządu dusz jako ten, kto pewne prawdy społecznie doniosłe objawi?
Mariusz Sieniewicz: Nie widzę w tym nic paradoksalnego. Język i rzeczywistość, nawet ta społecznie akcentowana, stanowią dla mnie naturalny związek. Powołując się na Brocha, można powiedzieć, że nastawienie wyłącznie na sztukę czystą jest kiczem. Sztuka bez swojego uzasadnienia, odbicia w rzeczywistości jest jedynie wydmuszką, bezkarną zabawą, która sankcjonuje zastany porządek. I na odwrót – rzeczywistość bez języka, zwłaszcza języka metaforycznego, symbolicznego jest zamknięta, powierzchowna, pozbawiona głębi. Na pewno bliższa mi jest sztuka, w której język jest jednym z „nieprzezroczystych” bytów, współtworzących świat. Język – tak samo realny jak stół, krzesło, deszcz, człowiek, a jednocześnie ciążący ku metaforze. I ten właśnie język „angażuje się” w świat, to znaczy uczestniczy w nim, współtworzy go, wartościuje, daje świadectwo swoim – takim, a nie innym – kształtem. Utarło się w naszym myśleniu stereotypowe wyobrażenie na temat języka: albo jest tylko i wyłącznie narzędziem dla – ogólnie rzecz ujmując – realistycznie poprowadzonych narracji, albo – gdy zdradza tendencję do autonomii – pociąga za sobą cały tekstowy świat w estetyzm. To nieporozumienie. Tak samo jak literatura zaangażowana, która ma wyłącznie objawiać prawdy społecznie doniosłe i dodatkowo – staje się zakładnikiem „tendencyjności”, czarno-białych klisz. Czy Camus był pisarzem zaangażowanym? Ano był. Czy Dostojewski angażował się? Jak najbardziej. Tyle, że w naszym rozumieniu zaangażowania posługujemy się jakimiś chorymi socrealistycznymi definicjami. „Pisarz” praktycznie nic dzisiaj nie znaczy. Popkultura zjada nas po kawałeczku, więc Twoje pytanie o rząd dusz potraktuję jako retoryczną ironię. Czytaj dalej »