Posługuję się fantastyką jak kowal młotkiem (rozmowa z Jarosławem Grzędowiczem)

Autor admin

Jakub Winiarski: Skąd pomysł na Drakkainena? Jak tworzy się takiego bohatera?

Jarosław Grzędowicz: Każdego bohatera tworzy się mniej więcej tak samo – pod historię. Są takie opowieści które przychodzą razem z bohaterem i są takie, w których bohatera się obsadza – jak aktora w filmie. Ale to nie jest proces oderwany. Przynajmniej rzadko. Można sobie wyobrazić sytuację kiedy autorowi nagle wymyśla się postać – w jakiś sposób charakterystyczna, intrygująca, no fajna po prostu, ale nie towarzyszy jej konkretna historia. Z drugiej strony, jeśli postać jest rzeczywiście charakterystyczna, to prędzej czy później krystalizuje wokół siebie fabułę. Nie ma sensu tego wydzielać jako odrębnego procesu, to po prostu część tworzenia opowieści. Pracy nad pomysłem. W wypadku Vuko Drakkainena, możemy pomówić o szczegółach – chodziło o bohatera który będzie osadzony w świecie przyszłości, a nie będzie się nazywał na przykład Gryx i pochodził z jakiejś umownej „Metropolii”. To kosmopolita – na miarę świata za jakieś sto lat. Lubię kiedy wizje przyszłości zawierają element ciągłości historycznej. Czytaj dalej »

Excalibur jest mitem, Szczerbiec faktem – kiepski marketing mamy, ot co! (Z Tomaszem Bochińskim rozmawia Jakub Winiarski)

Autor admin

Jakub Winiarski: Tomku, jak długo trwa twoja przygoda z fantastyką? Jak to się dla ciebie zaczęło?

Tomasz Bochiński: Zaczęło sie dawno, tak dawno, że na świecie z pewnością wciąż harcowały mamuty. A serio było to jeszcze przed lądowaniem ludzi na Księżycu. Miałem lat dziewięć a Ojciec, który był uwielbiał fantastykę, na moje nagabywania o ilustracje w jednym opasłym tomisku wreszcie polecił mi, bym sam sprawdził, jak to się dzieje, że „ta pani lata w kosmosie bez rakiety”. Sprawdziłem. Dotąd czytałem wyłącznie książeczki z serii:  „Poczytaj mi Mamo”, teraz pochłonąłem prawie półtora tysiąca stron trylogii Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki. I od tamtej pory zostałem skazany na fantastykę. Dalsza część przygody nastąpiła rok później gdy po lekturze opowiadań Lema „Albatros” i „Terminus’ postanowiłem też napisać opowieść przedstawiającą mroczne przygody astronautów. A potem już poszło z górki. Drobne dziesięć tysięcy stron zapisane i trzecia nagroda PSMF w konkursie literackim, w którym brało udział dwustu autorów. I wreszcie debiut w TS „Politechnik” w roku 1985 dzięki Maćkowi Parowskiemu. To już ćwierć wieku.

J.W.: Czy jakieś wydarzenie w ciągu tego ćwierćwiecza było przełomowe, najistotniejsze z perspektywy czasu? Czytaj dalej »

Byłem smutnym bucem (Rozmowa z Łukaszem Orbitowskim)

Autor admin

Jakub Winiarski: Wydajesz się być zapracowany. A jeszcze wziąłeś sobie na kark pisanie powieści w odcinkach. Skąd pomysł na „Warszawiaków”? I czemu dajesz to na stronę „Ha!artu”,  a nie do zwykłej gazety?

Łukasz Orbitowski: Nie przesadzajmy z tym zapracowaniem, nie piszę po godzinach, to moje główne zajęcie i bardzo się pilnuję, żeby mieć oddech, ale i znaleźć czas na rzeczy różne. „Warszawiacy” chodzą mi po głowie gdzieś tak rok z kawałkiem, tylko nie miałem pojęcia co z tym zrobić, jak ugryźć ten pomysł. Bo na normalną powieść, nie bardzo, nie czułbym takiego pisania. Więc ta idea leżała w towarzystwie innych, które leżą sobie dalej. Zdarzyła się okazja, konkretnie miała twarz Piotrka Mareckiego z Ha!artu i przyniosła też ze sobą portfel, który zaraz zabrałem. Musiałem tylko wymyślić jakiś tytuł i znów chyba wyszło. Wracałem sobie do domu i jak głupi powtarzałem pod nosem „Warszawiacy”, „Warszawiacy”, cały zadowolony. Ha!art dał pewność, że rzecz zostanie doprowadzona do końca. Wiesz, z gazetami bywa różnie. Trzeba sprofilować numer, wejdą jakieś reklamy i książkę zdejmujemy. Takie jest życie, nie ma co się złościć, zresztą, żaden dziennik, tygodnik nie zameldował się u mnie. Ta sytuacja zresztą dość dobrze oddaje mój sposób pracy. Nie szukam, nie kombinuję. Życie przynosi pomysły, jak i zatrudnienie. Czytaj dalej »

Samotność długodystansowca (rozmowa z Wojciechem Brzoską)

Autor admin

Jakub Winiarski: Czy humor poezji nie szkodzi?

Wojciech Brzoska: Nie wydaje mi się. Absolutnie nie szkodzi. Lubię w poezji ironię czy humor. Zwłaszcza, że świadczą one często o krytycznym podejściu autora do tzw. rzeczywistości. Szkodzić może natomiast nadmierna powaga, patos i zadęcie. Albo przeświadczenie autora, że ma monopol na jedyną i słuszną prawdę.

J.W.: Kogo masz na myśli, mówiąc o nadmiernej powadze, patosie i zadęciu?

W.B.: Jest paru takich, zarówno wśród starszego pokolenia poetów jak i wśród moich (naszych) rówieśników. Ale pozwól, że nazwiska pozostawię jednak dla siebie. Z obawy przed krwawym odwetem patosu (śmiech).

J.W.: Dlaczego w poezji tak trudno o humor?

W.B.: Nie mam pojęcia. Mnie się jednak wydaje, że trochę jednak humoru we współczesnej poezji jest. Tym razem nie boje się wymienić nazwisk: Baczewski, Jaworski, Foks, Wiedemann, Macierzyński, Lekszycki, Pluszka. To autorzy raczej słynący z ironicznego podejścia do wiersza. Chociaż każdy na swój własny sposób. Czytaj dalej »

Nie jest aż tak czarno (rozmowa z Genowefą Jakubowską-Fijałkowską)

Autor admin

Jakub Winiarski: Odpowiadając na moja prośbę o wywiad, na marginesie dodałaś: „w listopadzie wpadnę do Chile”? Co to za pomysł, Galu?

Genowefa Jakubowska-Fijałkowska: Po prostu kolejna podróż. Teraz mówię, że na koniec świata, choć koniec świata nie jest na końcu świata. Kocham czekać na podróż, być w podróży i wracać. Trochę ubolewam, że nie stać mnie (nie chodzi o pieniądze, ale o szaleństwo, odwagę, determinację) na podróżowanie w stylu Bartka Majzla, jest teraz w Ghanie albo w Togo (też byłam) i trochę irytuje mnie, gdy oprócz „poetki” pojawia się „podróżniczka”.

J.W.: A czy to nie jest tak, że podróżowanie stało się powszechnie dostępną formą ucieczki i że nie trzeba szaleństwa, bo jest rzeczą banalną, przy braku funduszy, wziąć urlop z pracy, wybrać z bogatej oferty turystycznej i jechać? Co jest takiego w podróżowaniu, że to robisz? Czytaj dalej »

Żart nie wyklucza powagi (rozmowa z Piotrem Macierzyńskim)

Autor admin

Jakub Winiarski: Bohater Twojej liryki, o ile można mówić o jednej takiej postaci, to ktoś, z kim chyba często jesteś mylony. Może Ci się to wydawać niesprawiedliwe, lecz czy nie uważasz, że solidnie sobie na takie traktowanie zapracowałeś, kreując tak osobistego bohatera lirycznego i tak mnożąc tropy wyglądające na „pamiętnikowe”? A może ten Twój bohater nie jest taki osobisty, jak się wydaje? Jak to jest, Piotrze, z Tobą i tą figurą, która cię czasem, tak mi się zdaje, przesłania, a może nawet przytłacza?

P.M.: Pewnie masz rację, zapracowałem sobie na takie traktowanie. Czytaj dalej »

Boże, to będzie jazda! (rozmowa z Mają Lidią Kossakowską)

Autor admin

Jakub Winiarski: Namalowałaś ostatnio jakiś obraz? Jaka była, jeśli można spytać, jego tematyka?

Maja Lidia Kossakowska: Ostatnio wreszcie zabrałam się za rozrysowanie talii kart wróżebnych. Posługuję się kilkanaście lat wersją szkicową i ciągle sobie obiecuję, że pewnego dnia nadam im nową, bardziej dopracowaną szatę graficzną. Może w końcu mi się to uda, chociaż zaprojektowanie i wykonanie czterdziestu dwóch plansz, a może i opracowanie jakiejś koszulki, wymaga mnóstwa czasu. A tego mi wiecznie brakuje.

J.W.: Masz na myśli karty do tarota? Korzystasz z tarotowych podpowiedzi? Czytaj dalej »

Stojąc na progu (rozmowa z Jackiem Mączką)

Autor admin

Jakub Winiarski: Jacku, czy mógłbyś – dla tych, którzy Cię może nie znają –tak pokrótce opowiedzieć swoją drogę twórczą do momentu wydania ostatniej Twojej książki, „Kroisz coraz cieńsze”?

Jacek Mączka: Pamiętam, na początku liceum, jak po przeczytaniu „Ślepców” Maeterlincka, siedziałem w nocy, przy stole w kuchni i pisałem swój pierwszy wiersz, nawiasem mówiąc – fatalny. Potem było jakieś filozofowanie, ale przede wszystkim, pożeranie książek. Któregoś razu, podczas imprezy w akademiku, skończyły się trunki, a i z funduszami było krucho. W klubie studenckim akurat trwał konkurs poetycki z nagrodami pieniężnymi, szybko coś napisałem, wygrałem, i nawet zostało to później opublikowane – tak wyglądał debiut. Potem, pod koniec studiów, zafascynowany Jungiem, nawiązałem współpracę z wydawanymi w Warszawie Inspiracjami Jungowskimi Albo Albo, która trwała wiele lat. Pisywałem szkice literackie, recenzje a nawet felietony publikowane zarówno w lokalnych czasopismach jak i w prasie ogólnopolskiej – np. Rzeczypospolitej, Tygodniku Powszechnym, Kresach itp. Rzadko i niechętnie pisałem i publikowałem wiersze. Czytaj dalej »

Z niejednego gardła krew piłem (rozmowa z Januszem Rudnickim)

Autor admin

Jakub Winiarski: Co to znaczy pisać „z lekko zjeżoną sierścią”?

Janusz Rudnicki: Pisać w stanie podwyższonej gotowości. Czyhać. Na coś, co się w trakcie pisania wydarzy. Jeśli tak, to skoczyć temu do gardła. Ja już z niejednego gardła krew piłem.

J.W.: A jeśli nie?

J.R.: Co, jeśli nie?

J.W.: Jeśli się nic nie wydarzy.

J.R.: To skoczyć do gardła sobie samemu. Też mi się zdarzało…

J.W.: Przyjemność porównywalna, jak przy skoku do cudzego gardła, czy zupełnie inna?

J.R.: Inna, jakżeby inaczej. Zapach śliny mamy czuć, na chusteczce, którą wycierała mi twarz. Smród z kominów w Azotach i Blachowni czuć. Stan wody w Zawichoście słychać, z głośnika na ścianie. Ohydny smak tranu czuć. Leci pierwsza krew z kolana, widać nieszczęsnego ojca w trumnie. I tak dalej.

J.W.: Inna pańska autodefinicja: „dyrektor jednoosobowego cyrku”. Chodzi o pokazywanie sztuczek z połykaniem ognia? Chodzenie po linie na dużej wysokości bez siatki zabezpieczającej? Czy może tresurę zwierząt, kryjących się między myślami?

J.R.: O sztuczki z połykaniem piętrzących się sytuacji. O chodzenie na linie zawieszonej nad terrorem dnia powszedniego. A te zwierzęta i myśli to niezłe.

J.W.: E, tam. Tak mi się powiedziało. Ale idźmy dalej po ostrzu cyrkowej metafory. Woli pan pracę na scenie, w świetle jupiterów, czy w zaciszu dyrektorskiego gabinetu? Czytaj dalej »

Więcej się bawię piórem niż penisem (rozmowa z Markiem Kazmierskim)

Autor admin

Jakub Winiarski: Marku, opowiedz o sobie. Jak długo już żyjesz w Wielkiej Brytanii? Dlaczego wyjechałeś z Polski? Myślałeś, żeby wrócić?

Marek Kaźmierski: Ojciec wyjechał do Londynu dzień przed wybuchem stanu wojennego w 1981. Z matką i siostrą udało nam się uciec w ’85, potem azyl polityczny i dziesięć lat nieobecności w ojczyźnie, nawet jak już komunizm padł i już było do czego i jak wracać. Ale nie jestem fanem tego słowa – „wracać”. Mylny koncept historyczny, geograficzny, metafizyczny. Nie chcę wrócić do Polski. Chcę tam zamieszkać, po raz trzeci i ostatni, jak najszybciej. W 2000, przez dwa lata, pracując nad pierwszą swoją (jak do dziś nie wydaną) powieścią, mieszkałem w Warszawie i w 2002 „wróciłem” do Anglii tylko dlatego że język angielski, nie polski, jest moim narzędziem. Po polsku mówię płynnie i czytam, ale nie piszę, dlatego nie mogłem zostać wtedy w Polsce. I od tego czasu pracuję ciągle w Anglii, nad różnymi projektami. Ale myślą i sercem mieszkam w Polsce, co zresztą widać po filmach, felietonach, czy opowiadaniach, które przez ostatnie osiem lat stworzyłem.

J.W.: Czujesz się emigrantem? Czytaj dalej »