Wehikuł smutku i oświecenia (Charles Yu, „Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie”)

Autor admin


1.
Podróże w czasie. Odkąd ukazał się rewelacyjny „Wehikuł czasu” Herberta G. Wellsa napisano na ich temat tak wiele powieści i opowiadań, niekiedy naprawdę imponujących rozmachem intelektualnym i wizjonerstwem, że mogłoby się wydawać, iż topos ten został doszczętnie wyeksploatowany i każda kolejna literacka wyprawa w te rejony zakończyć się musi fiaskiem. Chyba że, jak Tom Holt potraktuje się temat żartobliwie. Ale napisać powieść poruszającą ten temat w sposób odkrywczy do tego stopnia, że krytycy niemal zgodnym chórem okrzykną jej autora znakomitością? O tym można było jedynie marzyć. Czytaj dalej »

Roentgen duszy i teodycea na wspak (Joe Hill, „Rogi”)

Autor admin


Co to jest prawda? Prawda to horror, którego nie chcesz oglądać. Druga powieść Joe Hilla przedstawia na to niepodważalne dowody. Czytaj dalej »

Excalibur jest mitem, Szczerbiec faktem – kiepski marketing mamy, ot co! (Z Tomaszem Bochińskim rozmawia Jakub Winiarski)

Autor admin

Jakub Winiarski: Tomku, jak długo trwa twoja przygoda z fantastyką? Jak to się dla ciebie zaczęło?

Tomasz Bochiński: Zaczęło sie dawno, tak dawno, że na świecie z pewnością wciąż harcowały mamuty. A serio było to jeszcze przed lądowaniem ludzi na Księżycu. Miałem lat dziewięć a Ojciec, który był uwielbiał fantastykę, na moje nagabywania o ilustracje w jednym opasłym tomisku wreszcie polecił mi, bym sam sprawdził, jak to się dzieje, że „ta pani lata w kosmosie bez rakiety”. Sprawdziłem. Dotąd czytałem wyłącznie książeczki z serii:  „Poczytaj mi Mamo”, teraz pochłonąłem prawie półtora tysiąca stron trylogii Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki. I od tamtej pory zostałem skazany na fantastykę. Dalsza część przygody nastąpiła rok później gdy po lekturze opowiadań Lema „Albatros” i „Terminus’ postanowiłem też napisać opowieść przedstawiającą mroczne przygody astronautów. A potem już poszło z górki. Drobne dziesięć tysięcy stron zapisane i trzecia nagroda PSMF w konkursie literackim, w którym brało udział dwustu autorów. I wreszcie debiut w TS „Politechnik” w roku 1985 dzięki Maćkowi Parowskiemu. To już ćwierć wieku.

J.W.: Czy jakieś wydarzenie w ciągu tego ćwierćwiecza było przełomowe, najistotniejsze z perspektywy czasu? Czytaj dalej »

Byłem smutnym bucem (Rozmowa z Łukaszem Orbitowskim)

Autor admin

Jakub Winiarski: Wydajesz się być zapracowany. A jeszcze wziąłeś sobie na kark pisanie powieści w odcinkach. Skąd pomysł na „Warszawiaków”? I czemu dajesz to na stronę „Ha!artu”,  a nie do zwykłej gazety?

Łukasz Orbitowski: Nie przesadzajmy z tym zapracowaniem, nie piszę po godzinach, to moje główne zajęcie i bardzo się pilnuję, żeby mieć oddech, ale i znaleźć czas na rzeczy różne. „Warszawiacy” chodzą mi po głowie gdzieś tak rok z kawałkiem, tylko nie miałem pojęcia co z tym zrobić, jak ugryźć ten pomysł. Bo na normalną powieść, nie bardzo, nie czułbym takiego pisania. Więc ta idea leżała w towarzystwie innych, które leżą sobie dalej. Zdarzyła się okazja, konkretnie miała twarz Piotrka Mareckiego z Ha!artu i przyniosła też ze sobą portfel, który zaraz zabrałem. Musiałem tylko wymyślić jakiś tytuł i znów chyba wyszło. Wracałem sobie do domu i jak głupi powtarzałem pod nosem „Warszawiacy”, „Warszawiacy”, cały zadowolony. Ha!art dał pewność, że rzecz zostanie doprowadzona do końca. Wiesz, z gazetami bywa różnie. Trzeba sprofilować numer, wejdą jakieś reklamy i książkę zdejmujemy. Takie jest życie, nie ma co się złościć, zresztą, żaden dziennik, tygodnik nie zameldował się u mnie. Ta sytuacja zresztą dość dobrze oddaje mój sposób pracy. Nie szukam, nie kombinuję. Życie przynosi pomysły, jak i zatrudnienie. Czytaj dalej »

Boże, to będzie jazda! (rozmowa z Mają Lidią Kossakowską)

Autor admin

Jakub Winiarski: Namalowałaś ostatnio jakiś obraz? Jaka była, jeśli można spytać, jego tematyka?

Maja Lidia Kossakowska: Ostatnio wreszcie zabrałam się za rozrysowanie talii kart wróżebnych. Posługuję się kilkanaście lat wersją szkicową i ciągle sobie obiecuję, że pewnego dnia nadam im nową, bardziej dopracowaną szatę graficzną. Może w końcu mi się to uda, chociaż zaprojektowanie i wykonanie czterdziestu dwóch plansz, a może i opracowanie jakiejś koszulki, wymaga mnóstwa czasu. A tego mi wiecznie brakuje.

J.W.: Masz na myśli karty do tarota? Korzystasz z tarotowych podpowiedzi? Czytaj dalej »

„Fantasy & Science Fiction” (zima 2010)

Autor admin


Uwaga: to pierwszy numer polskiej edycji, czyli coś, czego jeszcze nie było. W numerze m.in. opowiadanie Jeffreya Forda „Nocna Whiskey”. Oto fragment tej zabawnej prozy: „Nasze miasteczko to jedna z owych miejscowości, przez jakie przejeżdżacie w drodze na wakacje do któregoś z parków narodowych, ale nigdy się w niej nie zatrzymujecie; jedno z tych miejsc, gdzieś w górach, gdzie diabeł mówi dobranoc, mieścina, której populacja wyrażana jest trzema cyframi na tablicy znajdującej się na poboczu szosy; pierwsza z nich jest nie większa niż cztery, ostatnia zaś przekreślona maźnięciem farby i zastąpiona pod spodem inną, o niższej wartości. Mieszkańcy naszego miasteczka właściwie niczym się nie różnili od innych ludzi, jedynie ustronność tego miejsca odizolowała nas od nieprzejednanych napływów zmian oraz opinii wielkiego świata. Mieliśmy radia, telewizory i telefony, a z chwilą, kiedy urządzenia te trafiły tu, to, co obiecały, sprawiło, że populacja nieco spadła. Ale dla tych, którzy zostali w Gatchfield, postęp posuwał się niczym żółw wlokący kulę na łańcuchu. Czytaj dalej »

Poradnik pisarski: Sztuka dekorowania wnętrz

Autor admin

1.
Ken Follet w wywiadzie „Im groźniej, tym lepiej”, na pytanie „Frankfurter Rundschau” o tę własną książkę, która najlepiej nadawałby się do ekranizacji, odpowiedział bez chwili wahania: „Zamieć” – bo głównym bohaterem w gruncie rzeczy jest tu dom. Domy znakomicie oswajają widzów z akcją. Ich architektura jest jak system nerwowy, ich pokoje są jak narządy wewnętrzne. Tam po prostu jest życie. („FR” z dn. 24.01.2010, przedruk: „Forum” 8/2010.) Zdanie o architekturze będącej „jak system nerwowy” i pokojach „jak narządy wewnętrzne”, wygląda na pierwszy rzut oka niby metafora tyleż efektowna, co wydumana. Ale to tylko – na pierwszy rzut oka. W istocie Follet mówi o dobrym umiejscowieniu akcji i wszystkim tym, co nazwać trzeba dekoracjami, więcej niż setki stron podręczników kreatywnego pisania. Przede wszystkim: to wielka prawda, że domy znakomicie oswajają z akcją. To prawda, której potwierdzeniem może być choćby fenomen ekranizacji książek Iry Levina. Powieści takich, jak „Dziecko Rosemary” czy Sliver”, w których domy właśnie, Bramford i Sliver, są bohaterami, a nie tylko miejscem akcji, nie można sobie wręcz wyobrazić bez kunsztownych, zegarmistrzowskich, jak je nazywa Stephen King, mający wielki szacunek dla Iry Levina, opisów. Czytaj dalej »

Poradnik pisarski: Pasja, nie praca. Na marginesie Kinga

Autor admin

1.
W „Pamiętniku rzemieślnika” Stephen King raz po raz udziela początkującym autorom naprawdę dobrych rad, a jedna z nich brzmi: Piszcie o tym, o czym chcecie, a potem tchnijcie życie w swoją historię i uczyńcie ją czymś wyjątkowym, nasączając ją swoją osobistą wiedzą o świecie, przyjaźni, związkach, seksie i pracy – zwłaszcza pracy. Ludzie uwielbiają czytać o pracy. Bóg jeden wie, czemu, ale tak jest. Z pierwszą częścią zdania autora „Carrie” nie sposób polemizować i ani mi to w głowie. Pisać istotnie można jedynie o tym, o czym chce się pisać – to święta prawda. Druga część myśli Kinga, ta żartobliwa, o pracy, dopomina się jednak o korektę. Tak naprawdę bowiem, nie o pracę i jej opisy chodzi. Nie tego chcą czytelnicy. Tajemnicą jest nie praca, lecz pasja. Czytaj dalej »

Poradnik pisarski: Fascynujący bohater Gregory House i błąd dr Lisy

Autor admin

1.
Dziennikarz „Frankfurter Rundschau” („FR” z 19.11.2009; przedruk: „Forum” 5/2010) postawił dr Lisie Sanders, autorce książki „Diagnosis” i konsultantce serialu „Dr House”, proste, zdawałoby się, pytanie: Telewizja od dziesięcioleci nadaje seriale o lekarzach. Co stanowi o sukcesie „Dr. House’a”? Dr Sanders odpowiedziała bez namysłu: W serialu na pierwszy plan wysuwa się dziedzina medycyny, której w innych odcinkach poświęca się jedną linijkę tekstu: „Przykro mi, ma pan/pani raka”. Reszta odcinka dotyczy leczenia choroby. Tu natomiast lekarze dyskutują o początkowym podejrzeniu pewnej choroby i pokazują, jak ciekawym procesem jest ustalanie diagnozy. To ważny aspekt ułatwiający ludziom zrozumienie medycyny. Za to kocham „Dr. House’a”. Błąd dr Sanders – z punktu widzenia sztuki pisania błąd niewątpliwy – jest złożony i bierze się przede wszystkim ze zignorowania przez nią pierwszej części pytania: Telewizja od dziesięcioleci nadaje seriale o lekarzach… Gdyby dr Sanders wzięła to zdanie pod uwagę, nie powiedziałaby może reszty. Felix culpa, chciałoby się powiedzieć. Dobrze, że zignorowała. Błędna wypowiedź autorki „Diagnosis” pozwala bowiem to i owo w kwestii prawideł pisarskich wyjaśnić i ustalić. Czytaj dalej »

Variétés 2010 (styczeń/luty)

Autor admin

Powiedziała kiedyś swojemu krytycznemu, wiecznie narzekającemu mężowi, że napis na jego nagrobku powinien brzmieć: „Lepiej idź i zrób coś ze sobą.”
Julian Barnes, Nie ma się czego bać

28 stycznia

Fot. M. Kowalczuk

Wczoraj powrót z Bristolu, gdzie byłem z M. od niedzieli. Polecieliśmy do Anglii z okazji urodzin M. Jej brat, który tam mieszka, robił za przewodnika. Były wycieczki do Bath i Cardiff. Była jaskinia w Cheddar, gdzie stary George, bańki z serem, trolle, i Museum of Prehistory. Było walijskie nabrzeże, gdzie tłum skłębiony z okazji eliminacji do brytolskiej edycji „Mam talent”, czy innego shitu. Zabawa, jednym słowem, przednia. Czytaj dalej »