Autor admin

O czym są artykuły zebrane w „Galerii dla dorosłych”? Sam Feliks W. Kres ma co do tego wątpliwość. Stwierdza więc asekuracyjnie, że „zebrane w całość nie mówią o niczym konkretnym. Najwięcej chyba o autorze i jego osobistych zmaganiach z materią, nie tylko literacką, bo czasem nie wiadomo jaką.” Część pierwsza jest łatwa do zaklasyfikowania. To kilkanaście tekstów, podobnych do tych z „Galerii złamanych piór”. O części drugiej, „Kreskówkach dla dorosłych”, trudno powiedzieć coś konkretnego i sam autor wyznaje, że „właściwie nie wiadomo, co to jest.” Dodaje jednak: „W zamyśle – cykl felietonów najogólniej traktujących o pisaniu książek.” Słowem kluczowym jest tutaj „najogólniej”. Książka Kresa ma w istocie inne znaczenie. Czytaj dalej »
Autor admin

Obok świata oficjalnego, potwierdzanego, a może raczej należałoby powiedzieć: utwierdzanego przez oficjalną naukę i oficjalne media w swoim nie tak znowu mocnym istnieniu, jest świat zupełnie inny, wspanialszy. Czytaj dalej »
Autor admin
Jakub Winiarski: Skąd pomysł na Drakkainena? Jak tworzy się takiego bohatera?
Jarosław Grzędowicz: Każdego bohatera tworzy się mniej więcej tak samo – pod historię. Są takie opowieści które przychodzą razem z bohaterem i są takie, w których bohatera się obsadza – jak aktora w filmie. Ale to nie jest proces oderwany. Przynajmniej rzadko. Można sobie wyobrazić sytuację kiedy autorowi nagle wymyśla się postać – w jakiś sposób charakterystyczna, intrygująca, no fajna po prostu, ale nie towarzyszy jej konkretna historia. Z drugiej strony, jeśli postać jest rzeczywiście charakterystyczna, to prędzej czy później krystalizuje wokół siebie fabułę. Nie ma sensu tego wydzielać jako odrębnego procesu, to po prostu część tworzenia opowieści. Pracy nad pomysłem. W wypadku Vuko Drakkainena, możemy pomówić o szczegółach – chodziło o bohatera który będzie osadzony w świecie przyszłości, a nie będzie się nazywał na przykład Gryx i pochodził z jakiejś umownej „Metropolii”. To kosmopolita – na miarę świata za jakieś sto lat. Lubię kiedy wizje przyszłości zawierają element ciągłości historycznej. Czytaj dalej »
Autor admin
Marcin Zwierzchowski: Ostatnie miesiące to okres sporych zmian w „Nowej Fantastyce”. Jak je oceniasz?
Jakub Winiarski: Pismo jest w fazie wzlotu, na fali. Z numerem lipcowym czytelnicy otrzymali w prezencie książkę Poula Andersona „Stanie się czas”, a już na październik zapowiedziana jest kolejna sensacja i wielka radość dla fanów: powrót Funky’ego Kovala. W każdej „NF” będą więc odtąd cztery plansze świetnego, kultowego komiksu. Do tego dochodzi rozkręcenie strony internetowej fantastyka.pl, gdzie ludzie mogą zamieszczać opowiadania, teksty publicystyczne i prace plastyczne, oraz gdzie organizujemy mnóstwo konkursów i zabaw – wszystko to dla czytelników, dla fanów. Czytaj dalej »
Autor admin

To mogło być starcie stulecia. Wszystko tu przemawiało na korzyść takiego rozstrzygnięcia: z jednej strony w polemiczne szranki wstąpił oryginalny historyk literatury, wyspecjalizowany w rozmowach z autorami, z drugiej kultowy, słynący z ciętego języka pisarz. Czytaj dalej »
Autor admin
Jakub Winiarski: Namalowałaś ostatnio jakiś obraz? Jaka była, jeśli można spytać, jego tematyka?
Maja Lidia Kossakowska: Ostatnio wreszcie zabrałam się za rozrysowanie talii kart wróżebnych. Posługuję się kilkanaście lat wersją szkicową i ciągle sobie obiecuję, że pewnego dnia nadam im nową, bardziej dopracowaną szatę graficzną. Może w końcu mi się to uda, chociaż zaprojektowanie i wykonanie czterdziestu dwóch plansz, a może i opracowanie jakiejś koszulki, wymaga mnóstwa czasu. A tego mi wiecznie brakuje.
J.W.: Masz na myśli karty do tarota? Korzystasz z tarotowych podpowiedzi? Czytaj dalej »
Autor admin
Jakub Winiarski: Skąd pomysł na gierczanego detektywa? Jak stwarza się takiego bohatera?
Marcin Przybyłek: Peter Gabriel w piosence „Fourteen black paintings” śpiewa: „from the pain come the dream, from the dream come the vision…”. Na razie nie będę cytował dalszych słów tego utworu, może przydadzą się jeszcze gdzieś w rozmowie. Fragment ten interpretuję tak, że z bólu i tęsknoty rodzi się marzenie, a ono z czasem krystalizuje w wizję. Przez wiele lat byłem miłośnikiem gier komputerowych (nadal grywam, ale już nie z taką intensywnością). Współpracując ze „Światem Gier Komputerowych” starałem się, w anegdotach Grao Story, pokazać, że gry są czymś więcej niż tylko płytką rozrywką. W ŚGK panował ruch intelektualny, którego celem była dyskusja o grach jako cząstce kultury, która to cząstka nie tylko jest ważna, ale za jakiś czas stanie się bodaj najważniejszą. Grao Story wpisywało się w tę dyskusję: Grao-tsy Łinkomande rozmawiał z Kompucjuszem Diuknukiem o grach na sposób psychologiczny, filozoficzny, humorystyczny. Towarzyszyło im dwóch akolitów: Dżoj-sti Bald i Mish-kha Conq, którzy zadawali czasami niewygodne, a czasami inspirujące pytania. Napisałem tych małych form około pięciuset. Szkoda, że pismo padło, bo w przeciwieństwie do tego, co zostało, starało się kreować myśl: nie bało się pobudzających do refleksji felietonów, przekrojowych artykułów. Gdy jeszcze istniało, stwierdziłem, że potrzebuję czegoś więcej, nie tylko Grao Story. Potrzebuję bohatera („I need a hero”), który będzie pogłębiał tematykę gier, a jednocześnie ją przekraczał. Uśmiecham się czytając „I need a hero”, bo uświadomiłem sobie, że słowa piosenki Bonnie Tyler mogą dotyczyć nie tylko bohatera zewnętrznego, ale też wewnętrznego. Czytaj dalej »
Autor admin

Temat gorący, ale historia jak świat stara. Bo już legendy Paropamisadów mówią o pairikach. Te niegdyś istoty niebiańskie zwyciężone przez Ahura-Mazdę i jego emanacje, wczołgały się w jamy i nory, skąd wypełzają czasem pod postacią żmij. A gdy wypełzną, Czytaj dalej »
Autor admin
Jakub Winiarski: Powiedziałeś kiedyś: „Nie lubię mówić o pisaniu, ani prezentować się jako pisarz; jeśli posiadam w ogóle jakiś talent, z pewnością nie jest to talent medialny.” Co to znaczy według Ciebie, który na pewno pisarzem jesteś, „prezentować się jako pisarz”? I co Cię w takim prezentowaniu się drażni?
Jacek Dukaj: Właściwie są dwie przyczyny tej niechęci. Pierwsza, powiedzmy, „prywatna”, jest taka, że bynajmniej nie wychowałem się w kulcie pióra i papieru. Rozumiało się samo przez się: inżynier, handlowiec, elektryk – to są zawody. Pisaniem zajmują się postaci niedorosłe, niepoważne – „prawdziwe życie” to etat i spracowane ręce. A druga przyczyna istotnie wynika ze sposobu, w jaki pisarze funkcjonują w polskiej rzeczywistości medialnej. Upraszczając: są u nas dwa rodzaje pisarzy: ci, którzy piszą książki, i ci, którzy występują pod etykietką „pisarza”. Zbiory się przecinają, ale ich część wspólna wcale nie jest tak duża. Zauważ, że sam też pytasz mnie nie o to, co piszę, ale o to, co inni lub sam już wcześniej o tym pisaniu powiedziałem. Obraz odbity silniejszy jest od oryginalnego. A ja po prostu uważam, że pisarz ma tylko jedną powinność: pisać; reszta – do pewnego stopnia także takie wywiady – to rytuały towarzyskie i zabawy ego. Niestety, w Polsce nadal pokutuje mit pisarza jako kogoś obdarzonego zgoła wieszczą mądrością. Tymczasem pisarze są zazwyczaj znacznie mniej interesujący od swoich dzieł – w końcu destylują w nie miesiącami to, co mieli w głowach najlepszego. Powtarzam często, że autor po napisaniu książki powinien się zastrzelić: nie jest już do niczego potrzebny. Być może gdyby odmiennie rozłożyły się we mnie zdolności, inaczej bym to widział. Tymczasem, mówiąc Kawafisem, pilnuję raczej, żeby się „nie upodlić w ciągłym ze światem obcowaniu, w bieganiu i gadaniu”. Aż nazbyt wiele mamy talentów, które się tak „rozpuściły w świecie”.
Czytaj dalej »