Nie mam mistrzów (rozmowa z Wiolettą Grzegorzewską)

Autor admin

Jakub Winiarski: Patrząc z perspektywy tych kilku lat, jakie minęły od Twojego debiutu, jego tytuł, „Wyobraźnia kontrolowana”, wydaje się dosyć proroczy. Nie masz takiego wrażenia?

Wioletta Grzegorzewska: Mój debiut był bardzo zabawny. Kiedy otrzymałam pierwsze stypendium literackie, przestraszyłam się, że trzeba będzie jednak wydać książkę, więc zebrałam zapiski z okresu studenckiego i tuż przed opublikowaniem przyszedł mi do głowy dziwny tytuł, który w jakimś sensie tłumaczył fakt, że moje pierwsze opublikowane wiersze były kontrolowaną i naiwną zabawą z językiem. Czytaj dalej »

Gospodarz komentarza czuwa!

Autor admin
Dariusz Nowacki o „Loqueli”, fragment recenzji

 W rozdziale piętnastym debiutanckiej powieści Jakuba Winiarskiego pojawia się nagle… Jakub Winiarski. Ni stąd, ni zowąd ucina sobie pogawędkę z trzema mistykami, o których będzie tu jeszcze mowa. Jeden z nich pyta: „No a o czym teraz piszesz, Jakub?”, na co ten grzecznie odpowiada: „O mężczyźnie, który zakochał się we śnie i próbuje opisać, co widział. Wymyślam mu sny, choroby, sny w snach, oniryczne przygody… Bawi mnie jego niewiedza. Czasem każę spotkać mu się w myślach z wami… Bez urazy, to taki żart… W ogóle najzabawniejsze jest to, że jemu się ciągle zdaje, że notuje to, co sam przeżył, przeczytał lub wyśnił. A potem bardzo się dziwi, bo czasem mieszam mu wszystko, przestawiam daty wydarzeń, z rozpaczy wrzucam go w radość… I każę mu znowu notować, słyszeć głosy i mówić do siebie… Już mówiłem, to zabawa snami… Dałem mu nawet przebłysk wiedzy o moim istnieniu…” (s. 118).
Wydawać by się mogło, że oto mamy autorską wykładnię przedsięwzięcia pisarskiego zatytułowanego Loquela, że to rodzaj odautorskiego streszczenia bądź fragment sformułowanej z myślą o czytelnikach instrukcji obsługi. Tymczasem sprawa jest bardziej skomplikowana, zwłaszcza w świetle tego, co znalazło się w cząstce powieści nazwanej Przedmowa. Tam bowiem (w Przedmowie) pojawia się figura Jakuba Winiarskiego jako element aż potrójnego zaprzeczenia autorstwa. Okazuje się, że „zabawę snami” wymyślił niejaki Tomasz Vremd, który przekazał zapis magnetofonowy owej „zabawy” wraz z oprzyrządowaniem (notatki, wypisy) swemu bratu, Norbertowi, by ten w tekst pisany przesyłkę zmienił, po czym ów Tomasz po prostu „zniknął” (s. 9). Norbert z kolei, zrealizowawszy misję, zanotował: „Nic nie wiem o Jakubie Winiarskim, to chyba taka sztuczka Tomasza, który kazał właśnie to nazwisko umieścić na okładce. To tekst Tomasza, nie mój, do niego więc niech mają swoje pretensje krytycy i literaturoznawcy” (s. 10). Rzecz w tym, że to jednak nie jest „tekst Tomasza”, lecz postaci, która bawi się jego snami. W powieści postać ta została obsadzona w roli trzecioosobowego narratora. Jak to wszystko rozumieć?
Ano można rozumieć najprościej – że to do cna zużyty chwyt powieściowy, ot, prastara gra literacka. Wymyślona i żywa dawno temu, dziś robi oczywiście za afunkcjonalną w gruncie rzeczy ozdóbkę, jest przejawem pisarskiego mizdrzenia się, kwiatkiem u kożucha, gadżetem. Ale można te dwie sprawy połączyć: wielopiętrowe zaprzeczenie autorstwa z autorską interwencją. Wyobrażam to sobie tak, iż ów Jakub Winiarski z XV rozdziału powieści chce się przedstawić jako – jeśli wolno tak powiedzieć – gospodarz komentarza, jako ten, który obficie i na różne sposoby glosuje rozwijaną w Loqueli opowieść. A jeśli mój domysł jest słuszny, znaczyć to może, iż z osobliwą odmianą paktu autobiograficznego mamy tu do czynienia. Powieściowy Jakub Winiarski chce istnieć poza fabułą, ale nie poza narracją. Pragnie nas przekonać, że nic go nie łączy z głównym bohaterem (Tomasz), ma za to wiele wspólnego z narratorem, który z boku przygląda się perypetiom postaci, perypetie te komentuje, dołącza do nich cytaty zaczerpnięte z mądrych ksiąg poetów, mistyków i innych specjalistów od dyskursu miłosnego, wstawia przypisy, poucza, a nade wszystko przerabia tę do bólu banalną historyjkę miłosną na kosmiczny dramat. Nie Jakub Winiarski zatem doświadcza mąk Erosa, jego miłość nie dotyczy, za to zna się on doskonale na rzeczy. Jest jak ksiądz katolicki – choć sam miłości cielesnej nie praktykuje, biegły jest niesłychanie jako ekspert prowadzący nauki przedmałżeńskie.
Należy docenić spryt pisarski autora (którego od tego momentu będę nazywał po prostu Jakubem Winiarskim, tym z okładki, rzecz jasna). Nieźle to wykombinował.

Recenzja opublikowana w FA-arcie (2/2004)

Sceptyczna emfaza

Autor admin

Marcin Pietrzak o „Loqueli”, fragment recenzji

 Wracając do punktu wyjścia, do mało odkrywczego (acz właściwie obrazującego zamysł warszawskiego prozaika) obrazu wyeksploatowanej kopalni, jak mniemam Winiarskiemu wcale nie o próbę opisania rzeczywistych emocji chodziło, bo z tych pokładów nic się już nie wydobędzie, ale o zobrazowanie nieadekwatności słów w stosunku do przeżyć, o podkopanie samego miłosnego dyskursu. Słowa nie obsługują uczuć, nie są ich substytutem, są takim ich objawem, na podstawie którego trudno wyrokować o faktycznych przyczynach choroby opętanego podmiotu. Słowa służą manipulacji, stanowią poręczne narzędzie miłosnych tortur. Ponieważ jednak literatura nie jest od faktów, więc z diagnozami Winiarskiego należałoby sie zgodzić. Taka jest jej natura: „Dlatego nie może być to [...] mój autentyczny pamiętnik, a tylko galeria szeptów. Jedynie ogrody formy, muzeum widm i przypuszczeń, stworzonych w tych wspólnych godzinach…” (s.57). Te słowa Tomasza dobrze oddają sceptycyzm Winiarskiego. Ja chciałbym zaś na koniec wyrazić swój autentyczny, acz ostrożny entuzjazm, co do prozatorskiego debiutu Winiarskiego.

Recenzja opublikowana w Bulionie (3/2005)

Jawa, oniria, mistyka i światy równoległe

Autor admin

Tamara Hebes o „Loqueli”, fragment recenzji

Dzień zapowiadał się ciężki, jeden z tych, które łączą tajemnice ludzi z tajemnicami ziemi, kryjącej i pochłaniającej martwych. Dzień, kiedy sekrety kobiet i mężczyzn mieszają się z sekretami nieba otwartego nad ich głowami dla myśli o nieskończoności, a spajające ich dusze pragnienia ciał upodabniają się do pragnień ognia, liżącego przedmioty na jego drodze. Po takim dniu noc to niespokojny mistrz, mieszający tęsknoty dusz z tęsknotami wody omywającej ciało. Tego rodzaju fraz jest w „Loqueli” mnóstwo, właściwie cała książka upleciona jest z podobnie skonstruowanych kawałków, napisana jest językiem niezwykle poetyckim, bo trudno pisać „prostym językiem” o rzeczach wymykających się racjonalności. Tej książki się nie czyta, ale odkrywa. Zdanie po zdaniu, powoli i z filozoficznym namysłem czytelnik (odkrywca) poznaje swoje miejsce w świecie, spostrzega jego złożoność, a wszelkie płaszczyzny ukazują się jako figury przestrzenne. I w samym środku tych metafizycznych zawirowań umieszczona jest miłość, czynnik, który decyduje o „byciu” Tomasza i Dagmary. Jest to sytuacja dramatyczna. W podobnych okolicznościach znalazł się niegdyś Plotyn; nie mógł pogodzić się z faktem, że ma ciało, wstydził się tego, że owe ciało posiada. W „Loqueli” wiele razy pojawiają się elementy erotyczne, ale doznania płynące ze sfery seksualnej jakby rozmywają się w tęsknocie za czymś innym, za miłością pozazmysłową, mistyczną.

Recenzja dostępna na stronie www.free.art.pl

 

Izajasz by nie odpuścił

Autor admin

Wywiad do „Reda” (2/2007). Rozmawia Radosław Wiśniewski

Radosław Wiśniewski: Jesteś znany jako autor dwóch książek prozatorskich i dwóch poetyckich, które jakby chowasz pod obrusem i starannie podkreślasz swoją rozdzielność oraz dystans do tamtych dokonań. Dlaczego?

Jakub Winiarski: Czy jestem znany, nie wiem. Tam, gdzie mieszkam, nikt mnie nie zaczepia, palcem nie wytyka, o autograf nie prosi, więc chyba na razie znany nie jestem. Ale faktycznie piszę prozę, czasem bywam też tak zwanym poetą – i w tych branżach ktoś pewnie o mnie słyszał. Czemu przy tym te dziedziny – prozę i poezję – rozdzielam i rozdzielność ich specjalnie jeszcze w moim przypadku podkreślam? Rzecz jest trywialna. Moje wczesne wcielenie liryczne, którym czas jakiś swobodnie dysponowałem, żyło mniej więcej od szesnastego do dwudziestego czwartego roku mojego życia. Żyło, miało się nieźle, dobrze żarło i – jak mówi trywialne powiedzonko – zdechło. Nie potrafię w tej chwili ocenić, czy liryzm wyczerpał mi się wraz z nadwyżką hormonów, czy też w chwili, gdy zrozumiałem, że osiągnąłem dość nieprzyjemny, jak o nim trochę pomyśleć, tak zwany poziom drukowalności. To był ten moment, kiedy w zasadzie większość tego, co napisałem wierszem, miało szansę znaleźć sobie miejsce na takich czy innych łamach – bardzo zły moment. Czytaj dalej »

Nie trzeba wielu przygód.

Autor admin

Rozmawiają Katarzyna Czeczot i Maria Cyranowicz.

 Katarzyna Czeczot i Maria Cyranowicz: Jack Kerouac w swojej powieści W drodze twierdzi, że młody pisarz, aby pisać, potrzebuje poznawać ludzi i świat, potrzebuje przygód. Wydaje się, że należysz do autorów, którzy wręcz przeciwnie, muszą się zamknąć przed światem i ludźmi, najlepiej w bibliotece. Czy uważasz, że zaszła pewna przemiana w podejściu pisarzy o pisania?

 Jakub Winiarski: Zanim zacznę wspinać się tu przed wami i czytelnikami na palce, by wydać się większym, mądrzejszym i ważniejszym niż jestem w istocie, proszę pozwolić, że jedną rzecz na początek powiem skromnie. Otóż mogę i będę odpowiadać jedynie za siebie, tak jest zawsze i uczciwiej i z większą dozą precyzji. Odpowiadając za siebie mogę na wasze pytanie odpowiedzieć tak: nie sądzę bym do pisania potrzebował wielu przygód w sensie, jaki miał pewnie na myśli Kerouac. Mnie czasem wystarczy drobna obserwacja, zwyczajne, codzienne mikrozdarzenie, ja nie muszę nawet być w tym głównym uczestnikiem, ale jeśli to choćby tylko zahaczy o moje myśli, jeśli da początek zdaniu, dialogowi czy zapisanej scenie, to już dalej literatura robi się z tego sama i ja, jej niepokorny sługa, ale jednak sługa, muszę tylko całość jak najlepiej zapisać i skomponować. Czytaj dalej »

Istnienie nam nie odpuszcza

Autor admin

Wywiad do „Studium” (2/2005). Rozmawia Joanna Mueller

Joanna Mueller: Obie Twoje powieści mają specyficzną formę, którą dobrze określa tytuł drugiej z nich – są kronikami. Kronikami, czyli tekstami pisanymi ze świadomością, że nic się w nich nie ułoży w spójną, linearną narrację, z początkiem, końcem i odpowiednią ilością punktów zwrotnych między nimi. Czy nie obawiasz się, że zbytnie otwarcie na przygodność zniweczy spójność Twojej narracji, rozmyje ją, roztopi w rzeczach mało istotnych? Czy nie widzisz w takim działaniu niebezpieczeństwa?

Jakub Winiarski: Kiedy piszę, niech to będzie odpowiedź pół żartem, pół serio, widzę same niebezpieczeństwa. Także jeżeli chodzi o rozwój fabuły, l dlatego staram się, żeby początek, koniec i punkty zwrotne w narracji jednak były. Czytaj dalej »