Pierwiastek niewyjaśnienia. Kilka myśli przy „Świecie nie scalonym” (Kacper Bartczak, „Świat nie scalony”)

Autor admin

1.

„Świat nie scalony”, debiutancki zbiór esejów Kacpra Bartczaka, jak zauważa sam autor, nie jest do końca o poezji, ani o filozofii, ani o teorii. Sytuuje się ten zbiór nowoczesnością i ponowoczesnością naznaczonych rozmyślań na pograniczu – tak to jest powiedziane we „Wstępie” – tych pisarskich pól i jest w głównej mierze eksperymentalną próbą zarysowania pewnej postawy krytycznej, zespołu kryteriów teoretyczno-estetycznych. Czytaj dalej »

To samo, ale po długim obejściu, czyli – pochwała metody (Bogdan Banasiak, „Słońce ekstazy, noc melancholii. Rzecz o Raymondzie Rousselu”) (notatka polemiczna)

Autor admin

Kto prócz surrealistów
mógł pokochać te gry?

A. Sosnowski, „R.R. (1877-1933)”

1.

Przytaczana przez Bogdana Banasiaka notka z tomu XVI „Encyclopedia Universalis” (Paris 1988) nie tyle może nie pozostawia złudzeń, co raczej mnoży niejasności. Pod hasłem „Roussel (Raymond)” czytamy bowiem: „Charakterologicznie: neuropata, słabowity, maniak, obłąkany, homoseksualista, w końcu alkoholik i toksykoman”. Tyle o człowieku, który według Prousta stworzył „cudowne narzędzie poetyckie”. Czytaj dalej »

Saga Zadury, krytyka i felietonisty (Bohdan Zadura, „Szkice, recenzje, felietony” (t.1-2))

Autor admin

Jestem staroświecki, wierzę w społeczny podział pracy. Wierzę w Boga literatury, który jest Ojcem wszystkich literatur narodowych, który kocha je wszystkie, niezależnie od ich przymiotów i przywar. Który nie musi na nich zarabiać, nie musi nimi kupczyć. Wystarczą mu te procenty, które ściąga z pseudoliteratury?
Bohdan Zadura

Czy pisarz w dobie globalizacji ma być medialnym dupkiem?
Bohdan Zadura

1.

„Nie wypada dobrze pisać o kimś, kogo się lubi.” Taką prawdę z dawna znaną przypomina Zadura w „Sposobie istnienia”, szkicu poświęconym książce Henryka Berezy „Sposób myślenia”. I dodaje, że on o Berezie jednak napisze, a to dlatego, że czasy dżentelmenów, co by nie mówić, skończyły się. Dobrze, że to Zadura napisał, ponieważ mnie znacznie sprawę ułatwił. Czytaj dalej »

Impuls zmyłki albo studia żywej obecności. Kilka uwag o pewnej antologii (Piotr Sommer, „O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich. Ilustrowane obrazami Jane Freilicher”)

Autor admin

1.

„W drugiej połowie XX wieku – pisze Piotr Sommer w szkicu „Z tej i z tamtej strony szyby (dopiski do Amerykanów)” – trudno byłoby w angielszczyźnie znaleźć równie mocne znaki poetyckiego sabotażu, porównywalnie dywersyjne języki wiersza. Zbaczanie z traktu przyzwyczajeń, wybijanie z rytmu oczekiwań i zbijanie z pantałyku, odnawianie gatunków, chytra gra banałem i stereotypem, niewzruszona uległość różnym impulsom wynalazczości – to ledwie kilka najbardziej dziś oswojonych zachowań, jakim podlega język nowojorczyków. Czytaj dalej »

Jak czytać Wirpszę? (Witold Wirpsza, „Cząstkowa próba o człowieku i inne wiersze”)

Autor admin

Czesław Miłosz radził kiedyś czytelnikom Gombrowicza, by „Dziennik” czytywali na przemian z „Myślami” Pascala. Miało to wiele wyjaśnić i pomóc w zrozumieniu nowatorstwa autora „Ferdydurke”, sytuując je w pewnej konkretnej tradycji. Wróciła do mnie ta dawna uwaga Miłosza, kiedy czytałem „Cząstkową próbę o człowieku” Witolda Wirpszy, wróciła, gdy zdałem sobie nagle sprawę, że wiersze i poematy Wirpszy pisane na przełomie lat 60. i 70. warto czytać na przemian z Holderlinem i Heideggerowskimi „Objaśnieniami do poezji Holderlina”. Co łączy Wirpszę z Holderlinem i Heideggerem? Intuicyjnie wyczuwam, że sporo. Czytaj dalej »

Myślę, że takie tematy są dwa: seks i śmierć (rozmowa z Julią Fiedorczuk)

Autor admin

Jakub Winiarski: Naprawdę wierzy Pani, że poeci romantyczni składając hołd Naturze i badając jej związki z Duchem, przeczuwali odkrycia dwudziestowiecznej, post-Einsteinowskiej nauki?

Julia Fiedorczuk: Nie wierzę, rzecz jasna, że dosłownie, w sensie naukowym, cokolwiek przeczuwali. Nie byli przecież naukowcami. Co nie zmienia faktu, że język współczesnej fizyki przypomina często język poezji romantycznej. Chodzi mi przede wszystkim o tę zbieżność na poziomie języka. Jeśli zestawimy wiersz S. T. Coleridge’a pt. „Harfa Eolska” z pewnymi fragmentami książki Briana Greene’a o teorii superstrun, to zauważymy, że obydwaj autorzy usiłują opisać świat jako pewien rodzaj bardzo delikatnej muzyki (dlatego napisałam: „a wszechświat to gigantyczne organy”). Dla Coleridge’a Halfa Eolska stanowi metaforę przejścia pomiędzy światem zewnętrznym (naturalnym: wszak to wiatr wydobywa dźwięki z tego instrumentu), a wewnętrznym, zaświadczając o fundamentalnej ciągłości tych dwóch światów (ja i nie-ja), zaś dla Greene’a zróżnicowane drgania superstrun to wspólny język całego wszechświata (język absolutny, język Boga). Więc może powinnam odwrócić to stwierdzenie, które Pan przytacza, i powiedzieć, że współczesna fizyka ma w sobie coś z ducha romantyzmu? Czytaj dalej »

Przekora, niezgoda, protest (rozmowa z Agatą Bielik-Robson)

Autor admin

Jakub Winiarski: W recenzji z Pani „Ducha powierzchni” Michał Paweł Markowski stwierdził na łamach „Literatury na Świecie” (9-10/2005), że interesuje go „postać, której głos jest na tyle mocny, byśmy nie udawali dłużej, że po tej książce nic się w polskiej humanistyce nie zmieniło.” Chciałbym w związku z tą niezwykle pochlebną opinią zapytać Panią: czy ma Pani wrażenie, że istotnie Pani książka coś w polskiej humanistyce zmieniła, a jeśli tak, to na czym miałaby polegać owa zmiana? Oraz: jak to jest być postacią, która „głos ma na tyle mocny…” – jak Pani czuje się, gdy jest Pani definiowana w ten sposób?

Agata Bielik-Robson: Odczuwam pewien drobny dyskomfort w związku z recenzją Michała, zresztą dałam temu wyraz w odpowiedzi publikowanej w kolejnym numerze „Literatury na świecie”. Miałam wrażenie, że rzeczywiście, w deklaracji, ta recenzja jest pochlebna, natomiast kiedy już dochodzi do szczegółów i kiedy Michał umieszcza mnie na tle polskiej filozofii, to naraz jego pochwała staje się bardzo relatywna. A to dlatego że – jak zresztą słusznie zauważa – osiągnięcia polskiej filozofii na polu konfrontacji z literaturą są raczej marne. I cała ta pochwała sprowadza się wówczas do tego, że ja jestem jednym z tych filozofów, których skądinąd należy pochwalić, bo przynajmniej podjęli próbę poważniejszego zajęcia się literaturą, ale i tak, koniec końców, niezbyt udaną. Dlaczego? Bo filozof we mnie zwyciężył, a tym samym oddaliłam się od właściwego żywiołu literatury, który jest żywiołem życia – mówi Michał. Ja, jako filozof właśnie, bronię się przed życiem konceptami, i w związku z tym nie mam do niego dostępu. Jako filozof, jestem beznadziejnie neurotyczna: chciałabym zanurzyć się w życiu, ale się boję, więc salwuję się kategoriami intelektu. Dlatego też od razu podjęłam wyzwanie i odpowiedziałam, że cała ta idea – z jednej strony filozofii neurotycznie oddzielonej od życia, z drugiej zaś literatury odważnie zanurzającej się w nurt życia – jest strasznie banalna i w gruncie rzeczy nie do utrzymania. Tam, gdzie jest język, od razu pojawia się zapośredniczenie: można się tylko spierać o rodzaj mediacji. Ani filozofia, ani literatura nie mają dostępu do czystego życia i jest absurdem budować hierarchię opartą na takim kryterium.

J.W.: A jak to jest z tym byciem „mocnym głosem?

A.B-R.: Nie mnie to oceniać. To znaczy, oczywiście, bardzo cieszę się, że mój „głos” został doceniony, ale nie wiem, czy mnie samej tak bardzo na tym zależało. Czytaj dalej »

Ten stary szelma, Larkin (Rozmowa z Jackiem Dehnelem i Jerzym Jarniewiczem)

Autor admin

Jakub Winiarski: Obaj tłumaczyliście Larkina, obaj napisaliście o nim dłuższe teksty, ty, Jacku, pracę magisterską, Jerzy zaś książkę o „odsłuchiwaniu wierszy” Larkina, ale ja chciałbym tę naszą rozmowę zacząć nie od pytania o wasze związki z Larkinem, do czego zaraz przejdziemy, lecz od kwestii, jak myślę, dość prowokacyjnej. Chciałbym was mianowicie spytać, czym jest poezja, która nie ocala narodów ani ludzi? Albo, inaczej rzecz ujmując, jakie dla czytelnika współczesnego i przyszłego pożytki z poety tak posępnego jak Philip Larkin?

Jerzy Jarniewicz: Bardzo wysokim tonem zacząłeś, Jakubie. Tonem, który doprasza się albo kontynuacji w tym samym rejestrze (na przykład: każdy dobry wiersz ocala przez sam fakt, że istnieje), albo ironicznego podcięcia (jak to nie ocala, skoro ocala, bo sam widziałem, jak ocala, a poeta pamięta?). Wybiorę trzecią drogę i unieważnię pytanie. Ale to tylko pół problemu. Bowiem twoje drugie pytanie, wbrew temu, co mówisz, wcale nie ujmuje inaczej tej samej rzeczy, ale podrzuca nam kukułcze jajo: założenie, że Larkin jest poetą posępnym. A w określeniu tym słyszę echo wiersza Miłosza, „Przeciwko poezji Filipa Larkina”, w którym Miłosz nazwał Larkina „żałobnym poetą”. Zauważ, że o ile poeci, od Sidneya do Shelleya, brali poezję w obronę, o tyle Miłosz pisze „przeciwko poezji”. Ale to na marginesie. U Miłosza epitet „żałobny”, bliski przecież twojej „posępności”, ma dyskredytować poetę. Ale w przypadku Larkina taka kategoryzacja jego wierszy jest po prostu błędna. Trudno czytać Larkina, nie dostrzegając jego poczucia humoru, które przejawia się nawet w najmniej oczekiwanych miejscach, jak choćby w pierwszych strofach medytacyjnego „Chodzenia do kościoła”. Gdzie znajdziesz większą błazenadę? Nie twierdzę, że u Larkina smutku nie ma, ale nie można sprowadzić tej twórczości do tego jednego wymiaru, gdyż Larkinowski smutek (a może precyzyjniej: melancholia, bo to poczucie straty przenika wiele z jego wierszy) znajduje dopełnienie w komizmie, ironii, absurdzie, grotesce, czułości, gniewie, które bez trudu znajdziemy w jego poezji. Powiem wbrew temu, co się zazwyczaj o Larkinie mówi: to poezja wyjątkowo szerokiej amplitudy. A jeśli tak jest, to chyba masz odpowiedź na swoje pytanie, dlaczego warto go czytać.

Jacek Dehnel: Nie ocala? Dla mnie to jest bardzo ocalająca poezja. Może nie z narodami, sztandarami i urnami dziewic-bohaterów, raczej bliżej brzydkiego kaczątka, jakim jest homo sapiens. U Larkina jest tyle współczucia dla człowieka jako istoty nieudanej! Czytaj dalej »