NIE TWORZYĆ TEORYJEK, TYLKO PISAĆ, JAK JEST. Rozmowę prowadzi Marek Doskocz (ArtPapier nr 13 (181) 01/07/ 2011)

Autor admin


Marek Doskocz: Wreszcie ukazał się twój nowy tom poetycki. Powiedz mi, ile na niego musiałeś czekać?

Jakub Winiarski: Nie czekałem wcale. Po wydaniu „Obiektywu” w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym siódmym jedenaście lat nie pisałem wierszy. Tak wyszło. Potem pojawiło się tych kilka, które znalazły się w „Piosenkach…”. Trzy lata trwał proces wydawniczy. Ale żadnego czekania. Naturalny rytm. Naturalny proces.

M.D: Jak u ciebie przebiega proces twórczy? Czym się inspirujesz? Co wzbudza w tobie wenę do pisania?

J.W: Jak mam pomysł, zdanie, punkt zaczepienia – siadam i piszę. Piszę do momentu, aż uznam, że tekst jest gotów. Po jakimś czasie poprawiam jeszcze to i owo. Kosmetyka. Inspiracji nie szukam. Patrzę, słucham – to starcza.

M.D: „Piosenki starego serca” to tytuł twojego nowego tomiku wierszy. Masz stare serce? (Śmiech) Czytaj dalej »

Excalibur jest mitem, Szczerbiec faktem – kiepski marketing mamy, ot co! (Z Tomaszem Bochińskim rozmawia Jakub Winiarski)

Autor admin

Jakub Winiarski: Tomku, jak długo trwa twoja przygoda z fantastyką? Jak to się dla ciebie zaczęło?

Tomasz Bochiński: Zaczęło sie dawno, tak dawno, że na świecie z pewnością wciąż harcowały mamuty. A serio było to jeszcze przed lądowaniem ludzi na Księżycu. Miałem lat dziewięć a Ojciec, który był uwielbiał fantastykę, na moje nagabywania o ilustracje w jednym opasłym tomisku wreszcie polecił mi, bym sam sprawdził, jak to się dzieje, że „ta pani lata w kosmosie bez rakiety”. Sprawdziłem. Dotąd czytałem wyłącznie książeczki z serii:  „Poczytaj mi Mamo”, teraz pochłonąłem prawie półtora tysiąca stron trylogii Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki. I od tamtej pory zostałem skazany na fantastykę. Dalsza część przygody nastąpiła rok później gdy po lekturze opowiadań Lema „Albatros” i „Terminus’ postanowiłem też napisać opowieść przedstawiającą mroczne przygody astronautów. A potem już poszło z górki. Drobne dziesięć tysięcy stron zapisane i trzecia nagroda PSMF w konkursie literackim, w którym brało udział dwustu autorów. I wreszcie debiut w TS „Politechnik” w roku 1985 dzięki Maćkowi Parowskiemu. To już ćwierć wieku.

J.W.: Czy jakieś wydarzenie w ciągu tego ćwierćwiecza było przełomowe, najistotniejsze z perspektywy czasu? Czytaj dalej »

Variétés 2010 (odc. 3)

Autor admin

8 luty

W lutowym „Foto” dużo miejsca poświecono pracom Bielańskiej Grupy Fotograficznej i wystawie „W pościeli”. Dwie prace MiKo zamieszczone na stronach „Foto”, z trzech wystawianych w Złotych Tarasach, to sporo. Szkoda tylko, że redakcja pierwszorzędnego pisma tak nie zadbała o jakość prezentowanych prac. W przypadku MiKo to ważne, jej zdjęcia bywają celowo nieostre, zamazane, impresjonistyczne. Liczy się każdy piksel i odcień koloru. Taki ma styl, to ją w tej sztuce kręci. Niekiedy robi też jednak zdjęcia o innej fakturze. Najlepszym przykładem sesja z warsztatów aktu, prowadzonych przez Katarzynę Widmańską, na których MiKo dwóm diametralnie różnym modelkom zrobiła świetne, sugestywne fotki, z których jedną pozwoliła mi opublikować. Więcej można zobaczyć na blogu MiKo: www.fotoimpresje.wordpress.com – tam też, obok aktów mniej poetyckich, czyli takich, jak ten, który ja wybrałem, kilka plastycznych impresji, fotograficzna liryka ciała. Zmysłowa. Delikatna. Radosna. Cała MiKo w tych zdjęciach, chociaż ona stała po drugiej stronie obiektywu.

Wartość egotyzmu. Pisma egotyków zawierają ładunek „ciepłej, poufnej prawdy autora” (Gombrowicz). Mówią o bohaterze, którego „ja” jest wyraźne. Autorzy, którzy chcieliby pisać o sobie, a jednocześnie starają się być dyskretniejsi i nie narzucać się, występują przeciw artyzmowi. Wycofując się z tekstu, nie panosząc w nim, sami sobie psują spektakl promocji. To grzech. Błąd. Czytaj dalej »

Transfer wieczności w mainstream (Jacek Dehnel, „Ekran kontrolny”)

Autor admin

1.

Jeżeli istnieje poetycki mainstream, Jacek Dehnel jest dziś bez wątpienia, obok Tomasza Różyckiego i święcącego większe tryumfy za granicą niż w kraju Adama Zagajewskiego, jednym z tego mainstreamu głównych reprezentantów. I wydawałoby się, że to proste: napisać elegancki, klasycznie skrojony wiersz czy cykl wierszy, nawiązując do najlepszych tradycji liryki polskiej (i nie tylko). W istocie jednak, zważywszy jak niewiele osób robi to na odpowiednio wysokim poziomie, proste to wcale nie jest. Tymczasem Dehnel w swojej kolejnej książce pokazuje, że on, owszem, potrafi. Jemu wychodzi twardy, chciałoby się powiedzieć, klasycyzm i niestraszne mu nawet najtrudniejsze i najbardziej ograne formy. A co ze współczesnością, o której nierozumienie bywa Dehnel podejrzewany? Czytaj dalej »

Lekcja Larkina po profesorsku (Jerzy Jarniewicz, „Larkin. Odsłuchiwanie wierszy”)

Autor admin

Już nigdy więcej taka niewinność,
Nigdy jak dotąd i nigdy więcej,
Odkąd bez słowa się obróciła
W przeszłość – mężczyźni, zostawiający
Ogrody, w których panuje czystość,
Ład i porządek, tysiące małżeństw
Trwających jedną sekundę dłużej:
Już nigdy więcej taka niewinność.

P. Larkin, „MCMXIV” (przeł. J. Dehnel)

1.

Nie bardzo chciał być tym, kim stał się, rozpoznając z czasem, co było, jak sam pisał w wierszu „Żyć w dalszym ciągu” (przeł. St. Barańczak), „piętnem, / Które kładło się ślepo na wszystkim”. Czytaj dalej »

Zróbmy jakieś nowe przygody (Andrzej Sosnowski, „„Najryzykowniej””)

Autor admin

Ach, ach, Shelley! Ach, ach, Słowacki! Ach, słowo Poety, misja Poety i dusza Poety!

W. Gombrowicz, Przeciw poetom

1.

Zróbmy jakieś nowe przygody. Słowom, a przez to i sobie. Łatwo powiedzieć. Czytaj dalej »

Ten stary szelma, Larkin (Rozmowa z Jackiem Dehnelem i Jerzym Jarniewiczem)

Autor admin

Jakub Winiarski: Obaj tłumaczyliście Larkina, obaj napisaliście o nim dłuższe teksty, ty, Jacku, pracę magisterską, Jerzy zaś książkę o „odsłuchiwaniu wierszy” Larkina, ale ja chciałbym tę naszą rozmowę zacząć nie od pytania o wasze związki z Larkinem, do czego zaraz przejdziemy, lecz od kwestii, jak myślę, dość prowokacyjnej. Chciałbym was mianowicie spytać, czym jest poezja, która nie ocala narodów ani ludzi? Albo, inaczej rzecz ujmując, jakie dla czytelnika współczesnego i przyszłego pożytki z poety tak posępnego jak Philip Larkin?

Jerzy Jarniewicz: Bardzo wysokim tonem zacząłeś, Jakubie. Tonem, który doprasza się albo kontynuacji w tym samym rejestrze (na przykład: każdy dobry wiersz ocala przez sam fakt, że istnieje), albo ironicznego podcięcia (jak to nie ocala, skoro ocala, bo sam widziałem, jak ocala, a poeta pamięta?). Wybiorę trzecią drogę i unieważnię pytanie. Ale to tylko pół problemu. Bowiem twoje drugie pytanie, wbrew temu, co mówisz, wcale nie ujmuje inaczej tej samej rzeczy, ale podrzuca nam kukułcze jajo: założenie, że Larkin jest poetą posępnym. A w określeniu tym słyszę echo wiersza Miłosza, „Przeciwko poezji Filipa Larkina”, w którym Miłosz nazwał Larkina „żałobnym poetą”. Zauważ, że o ile poeci, od Sidneya do Shelleya, brali poezję w obronę, o tyle Miłosz pisze „przeciwko poezji”. Ale to na marginesie. U Miłosza epitet „żałobny”, bliski przecież twojej „posępności”, ma dyskredytować poetę. Ale w przypadku Larkina taka kategoryzacja jego wierszy jest po prostu błędna. Trudno czytać Larkina, nie dostrzegając jego poczucia humoru, które przejawia się nawet w najmniej oczekiwanych miejscach, jak choćby w pierwszych strofach medytacyjnego „Chodzenia do kościoła”. Gdzie znajdziesz większą błazenadę? Nie twierdzę, że u Larkina smutku nie ma, ale nie można sprowadzić tej twórczości do tego jednego wymiaru, gdyż Larkinowski smutek (a może precyzyjniej: melancholia, bo to poczucie straty przenika wiele z jego wierszy) znajduje dopełnienie w komizmie, ironii, absurdzie, grotesce, czułości, gniewie, które bez trudu znajdziemy w jego poezji. Powiem wbrew temu, co się zazwyczaj o Larkinie mówi: to poezja wyjątkowo szerokiej amplitudy. A jeśli tak jest, to chyba masz odpowiedź na swoje pytanie, dlaczego warto go czytać.

Jacek Dehnel: Nie ocala? Dla mnie to jest bardzo ocalająca poezja. Może nie z narodami, sztandarami i urnami dziewic-bohaterów, raczej bliżej brzydkiego kaczątka, jakim jest homo sapiens. U Larkina jest tyle współczucia dla człowieka jako istoty nieudanej! Czytaj dalej »