Sparrow

Autor admin


Catullus loved you, shameless bird,

You were his lady’s pet.
You heard her dainty breathing, perched
Beside her when she slept;
Catullus

That Catallus sparrow grew into a right little shit.
Hate is precious. To ever love and detest.
Hate is practical. To ever love and forget. Czytaj dalej »

Gnosis

Autor admin

How many times had you lain happy beneath me
Like a piece of satiated, shagged nothing?
Stunned by life, a saintly hunk of meat.

An uncomprehending beast, awake to itself alone. Czytaj dalej »

The beauty of simple arrangements

Autor admin

You’re not half bad, I must admit.
A suck and swallow, as rendered by you
Really is as dreamy as a fuck up the shitter.
Let’s call it a compliment. You’ve worked hard
To earn it, swaying your arse and moaning sweetly;
Chipping in the odd word or two, which I echoed. Czytaj dalej »

Alba

Autor admin

Przymierze zawierane ze światem co rano,
Kiedy niektórzy już głośno śmieją się i kochają,
A ty obracasz się w łóżku pustym od wielu nocy
I nawet nie masz ochoty na dziwki albo onanizm;
Przymierze to, odnawiane wedle niezmiennych reguł,
Mówi o tobie wiele, nawet jeżeli milczysz.
Mówi, że gdzieś jest granica intensywności smutku,
Za którą twoje więzienie wygląda nie gorzej niż wolność. Czytaj dalej »

Myśląc o K’ü Jüanie, poecie chińskim (340-278 p.n.e.)

Autor admin

Dziś ludzie też noszą w sobie splot wstydu i bezradności.
Nie wiedząc, co było pierwsze; wiedząc, że arcyludzkie
Przeżyją ich te uczucia; być może, że tylko to pewne.
Zakładam, że wiem o nich mało, dlatego to, co tu piszę,

 Nie może być niczym więcej niż ciągiem przypuszczeń i wahań.
Ich życie to trochę wspomnień – i przykrych, i ekstatycznych.
Ich rozpacz nie może być głębsza, od dawna szoruje już brzuchem
Po dnie kamienistym i zimnym. Nie mówić im nic o miłości.

 Ocalić ich może życzliwość, lecz wpierw muszą zdobyć się na nią.
Dostrzegam brak większych różnic, gdyż wielu by mogło powiedzieć:
 „Budzę się późno i przejść się wychodzę
I taką rozrywką staram się ukoić” –

 Jak dwa tysiące lat temu wędrujący Chińczyk,
Który dodawał zwięźle, ćwicząc się w dokładności:
„Lecz przybity cierpieniem znów ciężko oddycham.
Gniew dech mi zapiera, ale nie przechodzi.”

 Też budzę się późno, wstaję i odmykam,
Słysząc znajomy szelest, okryte kurzem żaluzje:
Warstwa szronu na szybie po nocy spokojnej
Topnieje, gdy zbliżam usta do lodowatego błękitu.

 

Città dolente

Autor admin

Nad bramą wjazdową zamazany napis:
Per me…Kamienie wykręcone z zimna;
Weszliśmy w słońce, wielkie nieba,
Przywitani rojem połyskliwych much.

 Na poddaszu tłoczno od sikorek, wyżej
Włókna ścian zoranych liszajem i cegły
Jak pozorowanie wspomnień po podróży:
Szkielet scałowany do śmierdzącej bieli.

 Otwarta jak drzwi do dziecinnego pokoju
Katedra obrosła pajęczyną mrozu
I wypuściła pąki witraży, w promieniach,
Albowiem nieznane są światła wyroki.

 Rybożerne ptactwo wzleciało nad rzekę,
Wieczór zapadł jak ostrze łopaty w czerń grobu.
Powszechne stały się cuda i kości, powszechny
Widok drzazg i modlitw; przewiewanie wiatru

 Przez biodra ziemi szersze niż zazwyczaj
Po porodzie – jej krótki jęk i szelest traw,
Ociekających słonym sokiem prosto
W wypatroszone żleby; potem cisza.

 Z boku, orbitami ruszały się widma,
Żerując we wnętrznościach nocy, wyjadając
To, co pozostało z ciepła skóry, sekund;
Niszcząc świadków grozy nadmiarem nadziei.

 

Con amore

Autor admin

 Poszliśmy się kochać. Z czułością. Nieśmiało.
Nie para szczeniaków, spłoszonych przez nagość,
Gubiących sens gestów, całego spotkania.
Też nie staruszkowie, którym już z kochania
Wspólne kołysanie, podzwonne zostało.
Dwoje w średnim wieku. Gotowi na radość.
Wirtuozi. Pewni, czym mogłaby słabość
Skończyć się. Jak zmylić. Oszołomić. Zranić.
Zawsze con amore. Klasycznie zabrzmiało.

Poszliśmy się kochać. Z czułością. Nieśmiało.
Czarować i pieścić, odnajdując freestyle.
Udając odkrywców z legendarnych wypraw.
W łóżku i poza nim. Pragnąc tego bardzo.
Patrząc, co za blitzkrieg. Szalona konkwista.
Nie zabrakło wyznań. Ich stała top lista.
Piosnka unisono. Natchniony czas darów.
I jazda po bandzie – sprawa oczywista.
Poszliśmy się kochać. Z czułością. Nieśmiało.

 

Życie przychodzi, odchodzi

Autor admin

I wszystko po deszczu jest nowe, inne i osobiste.
I nagle stajesz jak dziecko z ustami pełnymi kropel.
I patrzysz w niebo stalowe. Rozbite. Ciemnoniebieskie.
I mrużysz oczy, gdy wilgoć znienacka uderza w policzek.
Życie przychodzi, odchodzi; to my je tworzymy. Życie
Spływa po twojej szyi przezroczystymi strugami.
Nie ulga, ale zdziwienie zupełnie niewinne, czyste,
Kiedy przyznajesz głośno, jak bardzo brakuje ci burzy.

 

Niżej

Autor admin

Czas opuszcza kroplę. Tą kroplą jest dusza.
Tą kroplą jest twarz na miękkiej, wilgotnej poduszce,
Widziana zaraz po tym, jak przy zbielałych kostkach
Odcisnął się ślad zębów. Błękitny ślad krzyku.
W tej sekundzie, w błysku, w tym długim natychmiast
Stajesz się bardziej naga i bardziej bezbronna.

Otwarta. Poza kontrolą. Jak jeszcze nigdy dotąd.
I to jest więcej niż miłość. Ta miłość po prostu.
To sposób oddania całkiem wyjątkowy.
Niżej. Trochę niżej. Lecz wciąż oko w oko.
Czas opuszcza kroplę, gdy tak to robimy,
Bo tak nie robiłaś tego wcześniej z nikim.
I z nikim już nigdy nie będzie w ten sposób.