Variétés 2010 (odc. 3)

Autor admin

8 luty

W lutowym „Foto” dużo miejsca poświecono pracom Bielańskiej Grupy Fotograficznej i wystawie „W pościeli”. Dwie prace MiKo zamieszczone na stronach „Foto”, z trzech wystawianych w Złotych Tarasach, to sporo. Szkoda tylko, że redakcja pierwszorzędnego pisma tak nie zadbała o jakość prezentowanych prac. W przypadku MiKo to ważne, jej zdjęcia bywają celowo nieostre, zamazane, impresjonistyczne. Liczy się każdy piksel i odcień koloru. Taki ma styl, to ją w tej sztuce kręci. Niekiedy robi też jednak zdjęcia o innej fakturze. Najlepszym przykładem sesja z warsztatów aktu, prowadzonych przez Katarzynę Widmańską, na których MiKo dwóm diametralnie różnym modelkom zrobiła świetne, sugestywne fotki, z których jedną pozwoliła mi opublikować. Więcej można zobaczyć na blogu MiKo: www.fotoimpresje.wordpress.com – tam też, obok aktów mniej poetyckich, czyli takich, jak ten, który ja wybrałem, kilka plastycznych impresji, fotograficzna liryka ciała. Zmysłowa. Delikatna. Radosna. Cała MiKo w tych zdjęciach, chociaż ona stała po drugiej stronie obiektywu.

Wartość egotyzmu. Pisma egotyków zawierają ładunek „ciepłej, poufnej prawdy autora” (Gombrowicz). Mówią o bohaterze, którego „ja” jest wyraźne. Autorzy, którzy chcieliby pisać o sobie, a jednocześnie starają się być dyskretniejsi i nie narzucać się, występują przeciw artyzmowi. Wycofując się z tekstu, nie panosząc w nim, sami sobie psują spektakl promocji. To grzech. Błąd. Czytaj dalej »

Variétés 2010 (luty)

Autor admin

3 luty

Poprosiłem znanego autora o wywiad. Odpisał: „No chuj, niech będzie.” Wiedziałem, do kogo piszę. Zaskoczony byłbym, gdyby odpisał: „Szanowny Panie, z wielką przyjemnością…”

*
Jerzy Pilch ogłosił niedawno, że „rozstał się z P.B.”. Panem Bogiem. Wyznanie znalazło się w felietonie dla „Przekroju”, wyraźnie miał to być mocny strzał na początek współpracy. Pytanie tylko, kogo interesują wyznania tego rodzaju? Kogo to jeszcze rusza? Dziś, kiedy kilka miliardów homo sapiensów żyje, niektórzy od zawsze, bez „P.B.” – i żadnych z tego powodu wstrząsów. Dziś, kiedy tematy tego kalibru zdają się co do jednego unieważnione. Sam nie mogłem rozstać się z „P.B.”, bo nigdy nie byliśmy blisko. Wolę zresztą rozstania z ludźmi. Zawsze zdarza się przy tym coś zabawnego. A z takim P.B., jak się rozstać? Wykrzyczeć, że „przecież cię nie ma”? Urbi et orbi, jak Pilch, stratę wiary ogłosić?  Dziecinada. Czytaj dalej »

Variétés 2010 (styczeń/luty)

Autor admin

Powiedziała kiedyś swojemu krytycznemu, wiecznie narzekającemu mężowi, że napis na jego nagrobku powinien brzmieć: „Lepiej idź i zrób coś ze sobą.”
Julian Barnes, Nie ma się czego bać

28 stycznia

Fot. M. Kowalczuk

Wczoraj powrót z Bristolu, gdzie byłem z M. od niedzieli. Polecieliśmy do Anglii z okazji urodzin M. Jej brat, który tam mieszka, robił za przewodnika. Były wycieczki do Bath i Cardiff. Była jaskinia w Cheddar, gdzie stary George, bańki z serem, trolle, i Museum of Prehistory. Było walijskie nabrzeże, gdzie tłum skłębiony z okazji eliminacji do brytolskiej edycji „Mam talent”, czy innego shitu. Zabawa, jednym słowem, przednia. Czytaj dalej »